Przeskocz do treści

Sławomir Zieliński

motto: W praktyce używanie wulgaryzmów wynika przeważnie z bezmyślności (czy to z nawyku, czy z bezrefleksyjnego naśladowania), nawet jeśli nie jest wyrazem braku opanowania języka. Jedno i drugie, zarówno brak panowania rozumu nad emocjami i słowami, jak też bezmyślność w słowach, jest przede wszystkim samoupodleniem się i tym samym grzechem przeciw miłości własnej. Równocześnie jest to grzech przeciw miłości bliźniego, gdyż sprowadza myśli i uczucia także innych do sfery poniżej pasa i to traktowanej czy to z pogardą czy lubieżnie. Tym bardziej grzeszne jest opatrywanie bliźnich określeniami wulgarnymi. 

motto, źródło: https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/11/dlaczego-uzywanie-wulgaryzmow-jest.html#google_vignette

moje odniesienie do "motto":

a więc - w imię jednak szczytniejszych celów niż para-transcendentne wypociny jw.... - się samo-upodlę /// ...

..... /// i żeby nie było: "miłości własnej" nie posiadam /// u robotów tak bywa /// amen /// doktorku, motto autorku...

Zajebać dzika... na śmierć /// dla ciebie pół (z ołowiem), a dla mnie ćwierć

Zajebać dzika... na śmierć /// zajebać dzika i nie przyfika...

Bo zajebanie w krwi naszej płynie ///czy ksiądz czy rolnik czy inny NEMROD...

...czy inny R-DEMON (anagramuj)

My przyjebiemy wszelkiej zwierzynie

Zajebać dzika, to święta rzecz /// A dekalogi (5) niech idą precz

dodam dla porządku, że autorstwo jw moje; lepiej się czyta, rapując....

pozdrawiam Wszystkich tutaj zaglądających.........

Sławomir Zieliński

Wstawiam ten smutny, krótki, nieomalże post, tutaj. Na mikrobiotopie. Chciałem na FB, ale tu będzie bardziej trwale. Tylko w ten sposób potrafię oddać Mu hołd i szacunek, za to, co robił.

źródło na pasku skanu jw

Zginął wczoraj w okolicach Dąbrowy Górniczej, jadąc rowerem, najechany przez samochód.

Poseł Sejmu RP, Łukasz Litewka, na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Z powodów, jak niżej.

Był politykiem w pragmatyce wprowadzającym w życie poglądy, które wyznawał (lewicowe).

To był wzór polityka pro-przyrodniczego, pro-środowiskowego, pro-społecznego.

Pomagał słabszym, a więc i nic dziwnego, że wszelkim zwierzętom w szczególności.

Takim Go zapamiętam.

Zapamiętam Go także dlatego, że 46 lat temu doświadczyłem podobnego wypadku na Gdańskiej Zaspie. Tyle, że ja przeżyłem. To był Polonez. Skasował mi rower zajeżdżając drogę. Ja skończyłem lot przez jego maskę na krawężniku, z rozbitą głową, połamaną kością jarzmową, a potem z 44 szwami na twarzy. Dzisiaj ich prawie nie widać, tylko ślady po wbitych operacyjnie dwukrotnie prętach do podtrzymania zestawianej kości, żeby nie opadła...

Niejednokrotnie zastanawiałem się, dlaczego dane mi było wtedy przeżyć?

Niepowtarzalny Pan Łukasz miał mniej szczęścia... Trudno przejść nad tym do porządku dziennego.

Współczuję Najbliższym Pana Łukasza. Szczerze i bardzo. Załączam poniżej zdjęcie, które zaraz losowo wybiorę ze swojego archiwum. Na wieczne zapamiętanie, może na podniesienie na duchu żyjących... (Bieszczadzki PN, 2014 rok).