Przeskocz do treści

Sławomir Zieliński

Kochane / Kochani

W poczuciu odpowiedzialności za:

  • czas i wysiłek zainwestowany w lata pracy nad owadami, zwłaszcza kózkami
  • zaangażowanie w badania i obserwacje kózkowatych wielu Wspaniałych Osób,
  • oraz za to, żeby „się nie zmarnowało gdzieś w szufladzie lub na strychu”...
  • … dawno temu zacząłem i zmierzam do definitywnego ukończenia prac nad monografią chrząszczy z rodziny kózkowatych Pomorza Gdańskiego...

Ta książka mojego autorstwa, m. in. z rycinami Iwonki Zielińskiej, wielkim wkładem pracy profesorów: Jerzego R. Starzyka i Jerzego M. Gutowskiego, a dużo wcześniej śp. prof. Jana Dominika, ponadto upiększona fotografiami kilku wspaniałych Osób będzie nosiła tytuł:

Kózkowate (Coleoptera, Cerambycidae) Pomorza Gdańskiego i okolic”

i pojawi się w nakładzie limitowanym potrzebami chętnych do jej posiadania tj. w trybie finansowania społecznościowego, tzw. crowdfundingu.

Wybrane parametry wydania: wydawnictwo własne (przy wsparciu mentalnym i organizacyjnym niezawodnego Wyd. Arche), nie recenzowane, numer ISBN – tak, stron około 450, format +/-A5, pełen kolor, fotografie, mapki, teksty, minimalny nakład 20 sztuk – w zależności od potrzeb może być większy nieco.

Fragment podziękowań:

Dziękuję owadom, że są. Dziękuję ich przestrzeniom życiowym, że umożliwiają im życie. Dziękuję zwłaszcza tym przestrzeniom, których jeszcze Homo sapiens nie zdążył zdewastować, zniszczyć. Paradoks tych podziękowań polega jednakowoż też na tym, że dziękuję (ale i PRZEPRASZAM) w imieniu gatunku, do którego przynależę.

Moje środki autorskie na wydanie książki choć nie symboliczne, są jednak na razie zbyt skromne. W związku z tym, szukam twórczego wsparcia w Osobach Znajomych zainteresowanych otrzymaniem książki po wydaniu. Szacunkowa cena 1 sztuki książki (+ wysyłka) oszacowana została na 85zł. Oczywiście w sytuacjach, gdzie to będzie możliwe dostarczę osobiście. Znacie mnie i wiecie, iż jestem słowny i skrupulatny. I doprowadzę sprawę do końca.

Jeśli chcesz zauczestniczyć w tym projekcie, do czego gorąco zachęcam, prześlij proszę info na priv (zielez@wp.pl lub mój profil na FB lub po prostu zadzwoń 661604852) – podaj adres wysyłki, podam nr konta, wpiszę na listę oczekujących... przewidywany czas wydania książki – schyłek lata/wczesna jesień (może nieco wcześniej) 2026r. Można zamówić więcej 🙂

Wasz Sławek Zieliński

Pozwolę sobie zakończyć fragmentem e-maila od Pana Profesora Jerzego, który otrzymałem w dniu 22 IV br; na pewno nie miałby nic przeciwko temu:

(…) Serdecznie pozdrawiam i gratuluję dużej aktywności w działalności naukowej, pomimo tego, że nie jest Pan Doktor związany stosunkiem pracy z jakąś instytucją naukową i w związku z tym nie ma pomocy w prowadzonych badaniach. Jest Pan wspaniałym przykładem kontynuowania od wielu lat swojej pasji naukowej.

Jerzy R. Starzyk

PS. W podobnym trybie udało się 4 lata temu wydać „O ten las za daleko! Rozrachunek społeczny postępowania PGL Lasy Państwowe w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym”. Projekt wsparło, książkę otrzymało wtedy kilkadziesiąt Osób.

(przedplecze O. oculata wg Mamajev i Danilevskij 1975)
ryc. I. Zielińska

Sławomir Zieliński

Musiałem. I tak byłem cierpliwy...

Mój wpis z FB:

dość mam tego miziania się Polski 2050 z ultra-pro-myśliwskim PSL-em /// sio, wynocha z mojej biblioteki.... /// dwulicowość nie jest w moim stylu /// /// to drugi taki przypadek - pierwszym był zwrot dwóch książek owadologicznych panu Janowi Szyszce, o którym - to jak śmiech przez łzy - pan Marszałek (były) wypowiada się w poniższej produkcji mało pochlebnie.... /// /// u mnie z kolei niezmiennie po staremu - ciągle ZA PRZYRODĄ !!! /// i tego sobie Wszyscy życzmy i w tym trwajmy (nie mylić z TRWAM 🙂 ///

Sławomir Zieliński

Z niemałym zdziwieniem przeczytałem artykuł w Kartuzy.info pt. : "W trosce o naturę i tradycję. Uczniowie z SP1 posadzili lipy nad jeziorem Klasztornym" pióra pani Redaktor Izabeli Szwerdfeger.

Z inicjatywy Nadleśnictwa Kartuzy pod patronatem pana Burmistrza Kartuz zadziało się wydarzenie, które - jak czytam w artykule - "połączyło działania proekologiczne z pielęgnowaniem lokalnych tradycji".

W miejsce wyciętych dość dojrzałych buków posadzono kilkadziesiąt lip.

źródło w nagłówku

OK - więc dlaczego się czepiam?

Zacznę od czynnika osobowego:

pan Burmistrz leśnikiem nie jest (tak przynajmniej czytam w mediach), wiedzieć tego co poniżej nie musi;

pani Redaktor leśnikiem nie jest (tak domniemywam) i też tego co poniżej wiedzieć nie musi;

leśnicy z Nadleśnictwa Kartuzy leśnikami są (tak domniemywam) i oni wiedzieć muszą, bo to ich praca oparta na wykształceniu kierunkowym...

...ale nie wiedzą...

Kontynuuję - czynnik merytoryczny:

to niech sobie poczytają (poniżej), bo może czegoś na wykładach z fitosocjologii nie dosłyszeli...

i piszę to bez specjalnych emocji, jedynie z wielkim smutkiem, że się takie rzeczy dzieją, bo nasadzenia lip w buczynach, tutaj zbiorowiska Galio odorati-Fagetum syn. Melico uniflorae-Fagetum to jest po prostu degradowanie tych wielce specyficznych siedlisk

źródło w nagłówku
źródło w nagłówku
źródło: Matuszkiewicz W.1982. Przewodnik do oznaczania zbiorowisk roślinnych Polski. PWN, Warszawa.

PODSUMOWANIE

  1. To przykro stwierdzić, ale ten pomysł i działania jest zamierzonym lub niezamierzonym mieszaniem ludziom w głowach.
  2. To przykre tym bardziej, że miesza się także ludziom bardzo młodym - tu zwłaszcza uczniom tej szkoły.
  3. O ile jest to pomysł i działanie niezamierzone, to świadczy li tylko o niekompetencji.
  4. O ile zamierzone, nie muszę pisać, o czym świadczy.
  5. Przytoczone jw skany literaturowe to są pozycje stricte z zakresu literatury STUDIÓW LEŚNYCH!
  6. Wybiorę się nad Jezioro Klasztorne by zerknąć, jak to służby leśne zadbały o tzw. martwe drewno; do roli recenzenta, zwłaszcza tej tematyki, jestem po prostu stworzony.

problem tu poruszony ma szerszy kontekst - nie tylko Nadleśnictwo Kartuzy "wyczynia" dziwne rzeczy, ponoć merytoryczne..... patrz np. tu:

O kształtowaniu regla dolnego na Pomorzu Gdańskim oraz o leśnikach i „reszcie świata”

REASUMUJĄC

Dla mnie tradycją Ziemi Kaszubskiej nie jest z pewnością nasadzanie drzew w lasach. W dodatku na niewłaściwych siedliskach. Jej elementem, są natomiast - najdłuższe w skali Europy - starania o powstanie Kaszubskiego Parku Narodowego. Proponuję na tym się skupić. Leśnikom też. Wizerunek PGL Lasy Państwowe jest zdecydowanie czym dużo mniej ważnym.

Sławomir Zieliński

Materiał sprzed chwili. Przeczytajcie to proszę. Ręce opadają. Wysłałem oczywiście. To druga stacja telewizyjna z tym problemem w tym roku. W pierwszej po liście się może i nieco poprawiło... Oby tu też.

Rotmanka/Gdańsk 2 V 2026r.

Sławomir Zieliński

661-604-852

www.mikrobiotop.pl

Polsat Sport Premium 2

Telewizja Polsat Sp. z o.o.
ul. Ostrobramska 77
04-175 Warszawa

kontaktsport@polsat.com.pl

dotyczy: publicznego wyartykułowania przez komentatora Państwa Stacji w relacji meczu piłki nożnej Union Berlin – FC Köln prymitywnego sformułowania nawiązującego do tzw. gwary myśliwskiej w dniu 2 V 2026r.

Szanowni Państwo

W związku z odnotowanym dzisiaj i bulwersującym oraz zakłócającym spokojny, a także twórczy odbiór transmisji meczu, użyciem przez jednego z Państwa komentatorów sformułowania nawiązującego do tzw. gwary myśliwskiej, (po strzeleniu gola przez piłkarza "koziołków" Saida El Malę), konkretnie tekstu:

"rozstrzelał na własnej ambonie berlińczyków"

zdecydowanie się takiemu i innym "komentarzom" tego typu sprzeciwiam i apeluję o refleksję oraz zaprzestanie takiego podprogowego oddziaływania na widzów.

W nawiązaniu do jw, daruję sobie ponadto odniesienie do poziomu merytorycznego tak pracującej osoby.

Przecież SPORT to nie POLOWANIE, a POLOWANIE to nie SPORT !

dr inż. Sławomir Zieliński

profesjonalny przyrodnik

[Państwa abonent od wielu już lat]

dw

Radio TOK FM dlamediow@tok.fm

Niezależny Tygodnik "Zawsze Pomorze" redakcja@zawszepomorze.pl

Niech Żyją! media@niechzyja.pl

Sławomir Zieliński

motto: W praktyce używanie wulgaryzmów wynika przeważnie z bezmyślności (czy to z nawyku, czy z bezrefleksyjnego naśladowania), nawet jeśli nie jest wyrazem braku opanowania języka. Jedno i drugie, zarówno brak panowania rozumu nad emocjami i słowami, jak też bezmyślność w słowach, jest przede wszystkim samoupodleniem się i tym samym grzechem przeciw miłości własnej. Równocześnie jest to grzech przeciw miłości bliźniego, gdyż sprowadza myśli i uczucia także innych do sfery poniżej pasa i to traktowanej czy to z pogardą czy lubieżnie. Tym bardziej grzeszne jest opatrywanie bliźnich określeniami wulgarnymi. 

motto, źródło: https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/11/dlaczego-uzywanie-wulgaryzmow-jest.html#google_vignette

moje odniesienie do "motto":

a więc - w imię jednak szczytniejszych celów niż para-transcendentne wypociny jw.... - się samo-upodlę /// ...

..... /// i żeby nie było: "miłości własnej" nie posiadam /// u robotów tak bywa /// amen /// doktorku, motto autorku...

Zajebać dzika... na śmierć /// dla ciebie pół (z ołowiem), a dla mnie ćwierć

Zajebać dzika... na śmierć /// zajebać dzika i nie przyfika...

Bo zajebanie w krwi naszej płynie ///czy ksiądz czy rolnik czy inny NEMROD...

...czy inny R-DEMON (anagramuj)

My przyjebiemy wszelkiej zwierzynie

Zajebać dzika, to święta rzecz /// A dekalogi (5) niech idą precz

dodam dla porządku, że autorstwo jw moje; lepiej się czyta, rapując....

pozdrawiam Wszystkich tutaj zaglądających.........

Sławomir Zieliński

Wstawiam ten smutny, krótki, nieomalże post, tutaj. Na mikrobiotopie. Chciałem na FB, ale tu będzie bardziej trwale. Tylko w ten sposób potrafię oddać Mu hołd i szacunek, za to, co robił.

źródło na pasku skanu jw

Zginął wczoraj w okolicach Dąbrowy Górniczej, jadąc rowerem, najechany przez samochód.

Poseł Sejmu RP, Łukasz Litewka, na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Z powodów, jak niżej.

Był politykiem w pragmatyce wprowadzającym w życie poglądy, które wyznawał (lewicowe).

To był wzór polityka pro-przyrodniczego, pro-środowiskowego, pro-społecznego.

Pomagał słabszym, a więc i nic dziwnego, że wszelkim zwierzętom w szczególności.

Takim Go zapamiętam.

Zapamiętam Go także dlatego, że 46 lat temu doświadczyłem podobnego wypadku na Gdańskiej Zaspie. Tyle, że ja przeżyłem. To był Polonez. Skasował mi rower zajeżdżając drogę. Ja skończyłem lot przez jego maskę na krawężniku, z rozbitą głową, połamaną kością jarzmową, a potem z 44 szwami na twarzy. Dzisiaj ich prawie nie widać, tylko ślady po wbitych operacyjnie dwukrotnie prętach do podtrzymania zestawianej kości, żeby nie opadła...

Niejednokrotnie zastanawiałem się, dlaczego dane mi było wtedy przeżyć?

Niepowtarzalny Pan Łukasz miał mniej szczęścia... Trudno przejść nad tym do porządku dziennego.

Współczuję Najbliższym Pana Łukasza. Szczerze i bardzo. Załączam poniżej zdjęcie, które zaraz losowo wybiorę ze swojego archiwum. Na wieczne zapamiętanie, może na podniesienie na duchu żyjących... (Bieszczadzki PN, 2014 rok).

Z cyklu: Z życia prosto wzięte

Marcin S. Wilga

Powyższy neologizm (zlepek dwóch terminów) to inna dowcipna nazwa papieru toaletowego, wynalezionego w starożytnych Chinach. Otóż nabyłem zestaw kilku rolek tego produktu metodą kupna. Była to zwykła transakcja: ja wręczyłem należną kwotę pieniędzy, a ekspedientka wydała mi kwit kasowy. Przyglądając się nabytemu towarowi zauważyłem nowinkę techniczną. Po pierwsze: zamiast tradycyjnego zmarszczenia zastosowano tu liczne wypukłości w kształcie drobnych kwadracików. Po drugie: szerokość nowej rolki była nieco mniejsza w stosunku do tzw. produktu tradycyjnego. Czyżby badania naukowe oparte o ergo­nomię wykazały, że ów nowy rozmiar rolki jest „kompatybilny” z tą właściwą ważną częścią ludzkiego ciała… Tymczasem nawet pobieżne obserwacje ziomków wskazują, że ich „cztery litery”, czyli sempiterna, zwłaszcza u niewiast, jest jakby obfitsza. Nieuchronnie zaczynamy przypominać opasłych Amerykanów. To następstwo złego odżywiania się i małego ruchu – tak twierdzą naukowcy. A zatem zabieg zwężenia rolki miał przynieść dodatkowy zysk dla producenta (mamy tu prosty przykład funkcjonowania kapitalizmu).

Przed laty, w czasach tzw. PRL, zakup tego cennego papieru był czymś nadzwy­czajnym. Ciotka opowiadała mi o przypadkach jak dowiadywała się o dostawie tego artykułu do sklepu. Wówczas zwalniała się u kierownika i biegła z nadzieją zakupu. Wracała do pracy, niosąc kilkanaście rolek nanizanych niczym drogocenne korale na wcześniej przygotowany sznurek. Przebywający w Polsce zachodni cudzoziemcy robili zdjęcia osobnikom „ozdo­bionym” w tak wyeksponowany produkt, niezbędny do normalnego funkcjonowania.

Basia, teściowa mojej Siostry, z kolei przywoziła dla rodziny ten drogocenny towar z Torunia, w którym prowadziła na tamtejszym Uniwersytecie im. M. Kopernika zajęcia z malarstwa.

W 1989 r. wracałem z wycieczki po Wilnie. Musiałem skorzystać z tamtejszej dworcowej toalety. Przed budynkiem siedziała pracownica, która każdemu idącemu „za potrzebą” wręczała odcinek papieru toaletowego w kolorze ciemno-liliowym. Długość tego papieru odmierzała przy pomocy listewki mniej więcej długości 15 cm. Ciekawe na jakiej podstawie przyjęto ów rozmiar. A może w Sevre pod Paryżem znajduje się stosowny wzorzec – pomyślałem. W środku pomieszczenia napotkałem stanowisko wyposażone w tzw. przed­wojenną swojską „nastupajkę”[1]. Cóż – podróże kształcą.

Znajomy Ojca opowiadał o podróży po Hiszpanii. Były to lata 80. XX w. Otóż musiał skorzystać z toalety. Bezskutecznie poszukiwał mechanizmu spustowego do spłukiwania muszli. Bezradny w końcu opuścił kabinę. W momencie otwarcia drzwi nastąpiło opróżnienie zawartości muszli. Jak widać, i u mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego szwankuje dyscyplina i osobista kultura, po to zainstalowano ten automat.

Właśnie opuściłem ten niebłahy przybytek, stąd niniejsza tematyka. I jeszcze jedna refleksja. Otóż Czesi odwiedzają zachodek, a my wychodek. Jesteśmy mimo wszystko większymi optymistami, bo my cało i szczęśliwie opuszczamy ten przybytek wychodząc, a Czesi tam zachodzą, ale nie wiadomo, czy z powodzeniem go opuszczają.

P.S.1 Leśnicy twierdzą, że dzięki nim mamy papier toaletowy. Tymczasem produkt ten jest wytwarzany w większości z makulatury.

P.S.2. Kiedy rozpoczynałem przed laty studia na Politechnice Gdańskiej, opiekunka roku poinformowała studentów jak należy korzystać z tutejszych toalet.

P.S.3. W latach 70.XX w. odwiedziłem na Podlasiu gospodarstwo, gdzie nie było toalety. Tradycyjnie przez okrągły rok „chodziło się za potrzebą w krzaki”.

P.S.4. Przeciwnicy tzw. ekologów proponowali im, aby podcierali się kamieniem (?!). Może wypróbowali to na sobie?

(Borsuk)


[1] Nastupajka to ceramiczna toaleta z wyeksponowaniem miejsca, gdzie należy postawić stopy

/////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

PS. - od S. Zielińskiego

Jako odwieczny zarządca tej strony 🙂 pozwoliłem sobie [bez wiedzy Szanownego Autora powyższego toaletowego 🙂 felietonu] zilustrować Jego tekst jak poniżej.

Zdjęcie wykonałem w dniu 27 V 2020r. podczas prac terenowych z zakresu owadologii do projektu Planu ochrony Nadmorskiego Parku Krajobrazowego (okolice słynnych Chałup).

Co do meritum zawartości tej fotki zdania są podzielone: ambona myśliwska lub miejsce obserwacji przyrody.... W obu tych przypadkach (abstrahując od sku.......twa tego pierwszego), coś tu chyba jednak nie zagrało.... Park Krajobrazowy? Aha.....

Nieprawdaż?

Sławomir Zieliński

W dniu 15 III 2026r. pojechaliśmy do rezerwatu Mewia Łacha, "rezerwatu westchnień" co najmniej kilku tysięcy ornitologów i teriologów. Polskich i nie tylko. Zlokalizowanego w ujściu Wisły do Bałtyku, dokładniej - ujściu przekopu tej rzeki do tego morza. Przekopu wykonanego w latach 1891-95.

W wyprawie uczestniczyli: Iwonka Zielińska, Danka Czachor i Sławek Zieliński. Pod auspicjami 🙂 Wschodniopomorskiego Koła Terenowego Klubu Przyrodników, którego jesteśmy (w części) tzw. AKTYWEM :).

Fotorelacja z tego wydarzenia poniżej.....

Studium przypadku...... Iwonka Danka
Studium przypadku... Siostry Czachorówny.... Kolektor obserwuje 🙂
Tak, bo ten kolektor (oczyszczalnia Wschód-Przekop Wisły) funkcjonował (niestety) w latach "gierkowskich", a teraz już na szczęście nie...
To są Kobitki "pełną gębą", uczynne, twórcze, z humorem..... (zapytajcie np. Michałka Kochańczyka :), albo Brunonika, albo Borsuka 🙂 )
wydmy
hierarchia w Rodzince musi być...:)
oczywiście, uważamy, lecz tym razem tychże foków czy morświnów 🙂 BRAK 🙁
do Szwecji? 🙂 kto wie.... (azymut PN lub N, jak kto woli), tam np. Sarek National Park !!!
żegnaj, Polsko 🙂 PN Sarek, nade wszystko....
czy to śnieg, czy nie śnieg? oto jest pytanie.....
śnieg.... a kawa stygnie 🙂
hmmm................... obstawiam kaczki lodówki Clangula hyemalis....
??? /// a to temat dla Iwonki, albo i może dla Madzi Janiszewskiej naszej kochanej......
ale i tak niektóre ch... m... łamią ten zakaz 🙁
rezerwat, szacun, się zaczęło.....
nie to, żeby bić pianę.... 🙂
...lecz np., żeby dokumentować gatunki, np. te dwa 🙂 łabędzie nieme....
są i tracze.........
są gągoły.....
są Dziewczyny 🙂
aktywne.... 🙂
w jakimś sensie zaprogramowane 🙂
wspaniałe, w swojej aktywności pro-przyrodniczej.....
tak 🙂
a kormorany się eksponują....
...bo z wieży wszystko widać... 🙂
może i foki, ale nie dzisiaj...:(
ta tablica wytrzymała kilkanaście lat.... "potrzebne jeszcze ze trzy" (Iwonka)
mewa śmieszka Chroicocephalus ridibundus, exit /// 🙁 /// leg. Iwonka, Danka /// det. Paweł Szutowicz (dzięki, Paweł)
powroty..... z lewej przekop Wisły....
powroty..... z prawej przekop Wisły.....
lodówka samica ?
lodówka, samica + samiec ?
oj, chyba tak, a jeśli nie, to proszę mnie poprawić....

jest i łyska Fulica atra.......
Miłego dzionka..... 🙂

Jest tak..... wiele osób pi....li, że kocha, lubi, szanuje...., a my nieustająco mamy jeden cel.... podziwiamy PRZYRODĘ.

PS. a tak naprawdę motto tych "wielu" to: "nie chce, nie dba, żartuje"..............

Fotorelacja ze spaceru Oliwa - Owczarnia doliną Ewy w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym

Sławomir Zieliński

W dniu 24 II 2026r., w czwartą rocznicę napaści putinowskiej Rosji na Ukrainę, przespacerowałem się niespiesznie w godzinach 6.00-10.30 z gdańskiej dzielnicy Oliwa do innej gdańskiej dzielnicy Owczarni. To był spacer słodko-gorzki. Pomijając obecne ciągle z tyłu głowy myśli na temat barbarzyństwa putinowskich sowietów, doświadczyłem w naszym lesie - Trójmiejskim Parku Krajobrazowym - pozytywnych, ale i negatywnych wrażeń. Pozytywnych dostarczyła przyroda, negatywnych, a jakże, któż by inny... administrator (zarządca) terenu, tj. Państwa i mój pracownik - Nadleśnictwo Gdańsk (PGL LP - Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe). Ten pracownik, za takie, a i wcześniejsze "gospodarowanie" Trójmiejskim Dobrem Wspólnym, już dawno powinien z tego lasu, z tej roboty znaczy, wymierdalać.

Bo trzeba wreszcie pojąć, leśniku, że posiadając nawet taki zawód, można się przekwalifikować. Lista innych zawodów jest długa.

Rzecz tu relacjonowana zadziała się, w trybie zresztą nie planowanym, tuż po niezatwierdzeniu przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska nowego planu urządzania lasu dla Nadleśnictwa Gdańsk (plan na 10 lat "do przodu").

Wyrazy szacunku Panie Ministrze, Mikołaju Dorażała.

Tematyczne szczegóły mojego spaceru, w trybie analiz przypadków, znajdą Państwo w fotorelacji poniżej.

PUL wstrzymany, pozyskanie trwa.
Chwała walczącej Ukrainie.
Jest i dewastacja siedliska (LP-coś się tu zakopało) - głębokość kolein około 0,70 m.
Są i inne "kwiatki". A potem urzędy niektóre biadolą, że zalewa terasę nadmorską (zabudowaną miastami).
To już prawie rezerwat...
Otóż i on, ale cóż to tu takiego nowego? Lizawka?...
...skrzynka pytań do twórcy tego "dzieła"? ...
Jest i twórca (aż mi ręka drgnęła). Nowy mebel w rezerwacie przyrody.

Czy tu się komuś, gdzieś coś nie poprzestawiało? Przecież to jest LAS, w dodatku REZERWAT PRZYRODY !!! Jak chcesz stawiać budki, postaw sobie na biurku, np. w nadleśnictwie.

a tym "czymś", co w budce, można sobie odbić na kawałku papieru takie oto "coś" jw.... ponieważ równo widać - wyjaśniam: koło, u góry napis - Lasdlanas, nieco niżej z lewej dwie sylwetki chyba drzew, nieco z prawej - obejmujące się trzy ludziki, na dole - liczba 25 /// i tyle /// a może jeszcze to, że to wszystko ZA NASZE, a nie nadleśniczego czy leśniczego pieniądze... mylę się?

z lewej rezerwat....
a przy kolejnej tablicy kolejna "niespodzianka" - ścięte odrośle lipy drobnolistnej (na terenie rezerwatu)
usiłuję zrozumieć, po co to ścięto? i od razu z góry objaśniam, wychodząc naprzeciw ewentualnym koncepcjom, że przyciął turysta, kłusownik czy inny wandal, iż to ściął ktoś, kto działa na zlecenia nadleśnictwa Gdańsk...
...może odreagował trudności tej na-stokowej wycinki świerka i buka? ps. odległość od lipy w górę stoku około 40m
gdzie pilarze z tamtych lat?
i znowu wątek erozji indukowanej LP-pracami
kępa biocenotycznego graba (kiedyś była)... został najprostszy, bo będzie najlepiej "spełniał cel produkcyjny"; a więc Nadleśnictwo Gdańsk ma nadal w tylnej części ciała kwestię nie wycinania tzw. drzew biocenotycznych
są i naśnieżne muchówki, prawdopodobnie rodzina Limoniidae (sygaczowate)
a na koniec jeszcze jeden paradoks - tego buka wycięto po to, aby....
...wetknąć jego fragment nieopodal tuż przy drodze... po co, pytam?

A potem jeden z drugim Pan, czy jedna z drugą Pani w zielonych mundurkach dziwią się, że część społeczeństwa ma już po prostu dość tego ich bęcwalstwa. Mamy dość, bo są pewne granice. I nie damy robić z siebie głupoli. Tak nam dopomóż buk. I inne gatunki, mikrobiotopy, populacje, synuzja, taksoceny, biocenozy, ekosystemy, a nawet biomy. No i ta nade wszystko...

BIOSFERA

z tytułu odejmij "r" .... wyjdzie ciekawie 🙂 [choć przyrodniczo niepoprawnie :)]

fotorelacja Sławka Zielińskiego

Przestrzeń: Pruszcz Gdański, Radunia (przy dworcu PKP)

Czas: 18 i 20 II 2026r.

Podmiot: kilkaset zimujących kaczek krzyżówek (myślę, że nie mniej niż 400), kilka łabędzi niemych, trzy kokoszki wodne, jedna krzyżówka "sołtys" (mieszaniec krzyżówki i kaczki domowej, która - nota bene - od krzyżówki pochodzi.....)

fotorelację dedykuję wszystkim tym Mieszkankom i Mieszkańcom Pruszcza Gdańskiego i okolic, które/którzy przejmują się przyrodą, w tym losem zimujących ptaków

siłą rzeczy (niestety!) niektórym osobom z tej lokalnej społeczności tego materiału nie dedykuję... a szkoda ///

skąd kaczki? m. in. stąd (poniżej), zachęcam do lektury i pozdrawiam Mateusza Zielińskiego - współtwórcę "Kaczki dla dzieci nie dla myśliwych"... to już w zasadzie 20 lat minęło.....

https://dzikiezycie.pl/archiwum/2011/czerwiec-2011/kaczki-dla-dzieci-nie-dla-mysliwych

Do myśliwych - o ile mają odwagę tu zaglądać - mam proste pytanie: po co strzelacie do krzyżówek? Po co, pytam?