Przeskocz do treści

Mając na uwadze kwestie archiwizacyjne zamieszczam poniżej krótką trójstronną wymianę myśli i poglądów będącą pokłosiem listu nadleśniczego Nadleśnictwa Gdańsk pana Janusza Mikosia do prezesa Fundacji Fidelis Siluas kolegi Brunona Wołosza (patrz poprzedni materiał na MIKROBIOTOPIE).

W reakcji na materiał zamieszczony na MIKROBIOTOPIE otrzymałem w dniu 28 maja br. następującego e-maila od rzecznika Nadleśnictwa Gdańsk pana Łukasza Plonusa.

Szanowny Panie,

Po lekturze Pana tekstu odniosłem wrażenie, że nie ma Pan pełnego obrazu działalności prezesa fundacji Fidelis Siluas. Pismo nadleśniczego Nadleśnictwa Gdańsk był sprzeciwem, wobec dezinformacji (fakenwes) oraz agresji internetowej (hejt), które są głównymi produktami działalności prezesa Fidelis Siluas.

Jako postronny obserwator mógł Pan nie zauważyć, że informacje publikowane przez Fidelis Siluas, zawierają w sobie półprawdy oraz oszczerstwa, nie rzadko wymierzone w szeregowych pracowników nadleśnictwa. Wystarczy przejrzeć posty opublikowane w mediach społecznościowych tej fundacji by znaleźć porównania, uproszczenia i przeinaczenia znane z teorii spiskowych o szkodliwości szczepionek czy płaskiej ziemi. W gąszczu inwektyw i nieprawdziwych informacji można znaleźć nazwiska i wizerunki, pracowników nadleśnictwa. Dlatego uważam, że nadleśniczy jako kierownik jednostki i obywatel ma obowiązek przeciwstawiać się oszczerstwom rzucanym w kierunku zarządzanej przez niego instytucji i pracowników. Zapewne zgodzi się Pan ze mną, że każdy użytkownik internetu powinien przeciwstawiać się hejtowi i fakenewsom, ponieważ jest to nasza wspólna przestrzeń.

Prezes Fidelis Siluas lubi nazywać się przedstawicielem społeczeństwa, choć moim zdaniem taki status zdobywa się poprzez wolne wybory parlamentarne lub samorządowe, a nie przez zdobywanie polubieni na facebooku. Tym bardziej, że polemika z tezami przestawianymi na fanpageu fundacji Fidelis Siluas skutkuje zablokowaniem użytkownika. Taki los spotkał wielu mieszkańców Trójmiasta, naukowców i leśników, którzy przedstawiali inne spojrzenie niż to, które prezentuje fundacja. Jak na organizację, uważającą się za instytucję kontroli społecznej jest to działanie bardzo nietransparentne i niedemokratyczne.

Z wielkim zaskoczeniem przyjąłem informację, że z fundacją współpracują przyrodnicy, ponieważ treści publikowane przez Fidelus Siluas zawierają najczęściej opinie nie mające podstaw naukowych. Takim jaskrawym przykładem jest dyskredytowanie przez fundację wiedzy naukowców Państwowej Akademii Nauk czy specjalistów międzynarodowych organizacji FSC czy PEFC. Dlatego chętnie poznam dorobek naukowy wspomnianych przez Pana naukowców i autorytetów.

Niestety umknął Panu fakt, że od 2018 roku funkcjonują w Nadleśnictwie Gdańsk dwa bardzo ważne dokumenty. Są nimi zarządzenie nadleśniczego w sprawie zasady prowadzenia gospodarki leśnej w drzewostanach o szczególnych walorach ważnych dla lokalnej społeczności oraz zarządzenie nadleśniczego w sprawie zagospodarowania obszarów funkcjonalnych wyznaczonych na terenie Nadleśnictwa Gdańsk. Znacząco modyfikują one sposób zagospodarowania lasów, tak by zabiegi gospodarcze były mniej uciążliwe dla osób odwiedzających las. Leśnicy mają świadomość, że te lasy są dla ludzi bardzo ważne, dlatego w miarę możliwości, dostosowują swoje działania do społecznych oczekiwań.

Żywię ogromną nadzieję, że nieprawdziwe informacje znikną z mediów społecznościowych fundacji Fidelis Siluas dzięki czemu będziemy mogli podjąć merytoryczną i spokojną dyskusję.

Z poważaniem

Łukasz Plonus

rzecznik prasowy

Odpowiedź moja była następująca.

Panie Rzeczniku
odpowiedzi do akapitów z Pana e-maila w systemie 1/1:
  • pańskie wrażenia mnie nie interesują - nie jestem psychologiem ani tym bardziej psychoanalitykiem;
  • urzędnika państwowego obowiązuje powściągliwość, umiar i takt; tych cennych przymiotów w odpowiedzi pana Nadleśniczego do Fidelis Siluas nie sposób się doszukać;
  • to pańskie zdanie, dość niszowe i słabo zgrane z wiedzą o społeczeństwie, jak widzę;
  • brak znajomości dorobku, działań i osiągnięć, także w kontekście lokalnym (TPK) takich nazwisk jak Wilga, Latałowa czy Kochańczyk nie najlepiej świadczy; ten dorobek jest powszechnie dostępny, proszę się więc wysilić; co do nazwiska Zieliński - zapraszam na stronę www.mikrobiotop.pl, zakładka Publikacje; co do kolejnych nazwisk wspierających koncepcje lansowane przez FS i Ich dorobku - proszę wysilić się po raz drugi;
  • dokumenty funkcjonują, a jak jest rzeczywistość, każdy widzi.
informuję ponadto, że nie administruję stroną internetową Fundacji Fidelis Siluas;
ceniłbym sobie także, gdyby był Pan uprzejmy w przyszłości poświęcać mojej skromnej osobie mniej czasu (innymi słowy - poproszę o krótsze i bardziej merytoryczne e-maile);
sławomir zieliński
ps
opinie mają to do siebie, że nie muszą mieć podstaw naukowych
Na FP Fundacji Fidelis Siluas pojawił się taki oto komentarz Brunona Wołosza.

Ja Brunon Wołosz, niewykształcony,człowiek z ludu, z dołu, choć widzący, że ziemia nie jest płaska, (wszak w TPK są pagórki) też pozwolę sobie dodać kilka słów od siebie jako komentarz do treści pisma rzecznika NG.
Otóż, o demokrację właśnie nam chodzi, której w kontekście nierównego, zatem niedemokratycznego prawa społeczeństwo nie ma. Zabrakło demokracji w czasie pseudo konsultacji społecznych, na których dowiedzieliśmy się, że to nie konsultacje, lecz ogłoszenie jedynego „słusznego” postanowienia LP w przygotowanym PUL (Planie Urządzania Lasu). Kolejny raz jesteśmy pomawiani przez urzędników państwowych, którzy nie wskazują w którym miejscu kłamiemy. Każdy także, kto śledzi nasz FP wie, że rzeczywiście blokujemy tzw. „trolli” leśników, którzy po powstaniu FP często zaglądali i komentowali, zagłuszali nasz słuszny głos przeciw LP. Sprawdźcie sami kto „zalajkował” pismo pana Nadleśniczego skierowane do mnie na stronie NG. Ludzie z całej Polski, tylko nie z Trójmiasta i niemal zawsze osobiście lub rodzinnie związani z LP. Instytucji państwowej to nie przystoi. Bardzo kiepskie. Natomiast zachęcam pana rzecznika i leśników do przeczytania komentarzy pod artykułami w GW. Nie ma słowa pochlebnego dla działalności korporacji „Lasy Państwowe” w Polsce. Po co zatem te opowieści leśników jak ważną dla nich społeczną funkcję pełni TPK? Jak rozumiem, gdyby nie miał istotnej funkcji społecznej, to całkiem przestał by istnieć? Trudno zrozumieć polemikę rzecznika z rzeczywistością, którą każdy, kto spaceruje po naszych lasach widzi i może nawet dotknąć. Ubywa cennego drzewostanu w zastraszającym tempie. I tu bardzo ważna informacja dla rzecznika, bo może nie ma tak cennych danych? Otóż TPK nie stanowi nawet 0,5% polskich lasów. Czy zatem już nie ma czego wycinać, by rąbać las miejski, który w istocie leży w środku dużej aglomeracji miejskiej? W dodatku rośnie tu grubo ponad 8 tys. lat (!). To, co także nie wytrzymuje próby krytyki, to rzekoma konieczna gospodarka leśna tam, gdzie nie ma lasów naturalnych. Obiektywnie nigdzie taka gospodarka nie musi być prowadzona dla trwania lasu. Gospodarkę prowadzi się w ogródku, na polu buraków itp. Postaramy się Wam niebawem pokazać i skomentować co oznacza „gospodarka leśna” dla lasu o charakterze naturalnym, jakim jest TPK. Urzędnik państwowy nie może kpić i stosować dezaprobatę wobec „niewykształconego” społeczeństwa, którym to społeczeństwem byłyby dwie trzy, pięć osób, a co dopiero kilka tysięcy. Nie jest bowiem problemem to, że pomawiają mnie osobiście i poniżają pracownicy tej wielkiej korporacji, lecz w istocie kierują swoją pogardę dla całej naszej społeczności. To jest niegodne zachowanie i świadczy o tym, że działają w LP zasady korporacyjne. Polega to na tym, że właśnie jedną z cech korporacji jest odgórne zarządzanie, jednolity przekaz bez prawa do zdania odrębnego itd. Załączam Wam pismo dla potwierdzenia czym są w istocie dla leśników „konsultacje społeczne”.

Niebawem kolejne ciekawe fakty, z którymi będą musieli się zmierzyć leśnicy...

Czyżby Pan nadleśniczy się pogubił ?

Jako sympatyk wszelkiej aktywności, która stawia sobie za cel wzrost znaczenia ekologicznych i społecznych funkcji lasów, m.in. lasów w sąsiedztwie miast, stałem się mimowolnym świadkiem korespondencyjnej wymiany poglądów i „uprzejmości” między zaangażowaną w ochronę Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego (TPK) Fundacją Fidelis Siluas a RDLP w Gdańsku/Nadleśnictwem Gdańsk. Organizację społeczną reprezentował  społecznik Brunon Wołosz (do wiadomości e-maila z pismem Nadleśnictwa Gdańsk otrzymali: Marcin S. Wilga, Michał Kochańczyk, Michał Rybicki, niżej podpisany), instytucję Państwowe Gospodarstwo Leśne  Lasy Państwowe  – nadleśniczy Nadleśnictwa Gdańsk Pan Janusz Mikoś.

Pisma źródłowe znajdują się na profilu FB Fundacji Fidelis Siluas.

I o ile w przypadku lektury pisma Fundacji nieco tylko zdziwiła mnie pewna doza zawartych w nim emocji, gdyż emocje już od czasów Szafera, Wodziczki i innych wybitnych  przyrodników kształtowały ochronę przyrody, o tyle w przypadku pisemnej odpowiedzi urzędnika lasów państwowych, gdzie emocje zdominowały jej tryb i zawartość mam nieomalże pewność, że Pan nadleśniczy się pogubił. Oto dlaczego tak sądzę.

Kwestie interakcji międzyludzkich

  1. Nadleśniczy jest urzędnikiem. Dobra państwowego, ogólnospołecznego tj. lasów i gruntów nieleśnych. Jednym z obowiązków administracyjnych takich osób jest kulturalny i twórczy dialog z różnymi grupami interesariuszy/właścicieli tego dobra, nie zaś eskalowanie konfliktów.
  2. Jednym z przejawów takiej eskalacji stało się nazwanie Fundacji mianem „organizacji kanapowej”. Patrząc od strony jakościowej - to podyktowany nieuzasadnionymi emocjami grubiański nietakt. Liderami ww NGO-su są uznane w Polsce autorytety w zakresie takich nauk/zajęć jak mykologia, nauki o ziemi, ekonomia, podróże, fotografia przyrodnicza, fotografia społeczna, odkrycia gatunków nowych dla nauki i obszarów dotąd nie eksplorowanych przez ludzi, wspinaczka wysokogórska. To terenowcy, w życiu których meble (niekoniecznie drewniane) stanowią ważny składnik na tyle, na ile mieszczą obszerne księgozbiory, fototeki, itd. Są to osoby od kilkudziesięcioleci zaangażowane w ochronę m.in. Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego, których dokonań (vide np. rejon Doliny Radości czy Doliny Samborowo) Pan nadleśniczy może tylko, najlepiej gdzieś na osobności, pozazdrościć. A w miarę możliwości się wzorować, jako przykładowo niżej podpisany czyni. Co do zarzutu „meblowego” od strony kwestii ilościowych – blisko 6 tysięcy polubień Fidelis Siluas na FB to zasób z pewnością nie mieszczący się na przewidzianych do użycia kanapach w wyartykułowanym przez Pana nadleśniczego sloganie. Nawiasem mówiąc liczba polubień profilu Nadleśnictwa Gdańsk tj. niespełna 17 tysięcy nie robi piorunującego wrażenia, biorąc pod uwagę kwestie czasowe i zasięg oddziaływania.
  3. Urzędnikowi ze stopniem naukowym, a taki Pan nadleśniczy posiada, zwłaszcza piastującemu tak eksponowane, świetnie opłacane (z pieniędzy państwowych) i predystynowane do dialogu społecznego stanowisko, z definicji nie wypada „wytykanie palcem” braku wykształcenia adwersarzom. Kimkolwiek by nie byli i jakimi emocjami dla dobra przyrody by się nie kierowali. To dowód na brak kompetencji i umiejętności negocjacji, o elementarnej kulturze nie wspominając.
  4. Z powyższego wynika, że Pan nadleśniczy nijak – przynajmniej w tej sprawie – nie realizuje wytycznej tematycznego dla terenu TPK Planu Urządzania Lasu (PUL), na którą sam się zresztą w piśmie powołuje, iż „funkcja społeczna jest dominująca”. Pozostać w nadziei wypada, że to tylko chwilowe, nie długofalowe niedociągnięcie.

Merytoryka nauk leśnych i pokrewnych

  1. W kwestii rzekomego braku naturalności lasów pod trójmiejskich, powoływanie się na prace Pani Profesor Małgorzaty Latałowej, budzić może co najmniej zdziwienie. Zwłaszcza w kontekście faktów i wyników badań, które Pani Profesor wspólnie z Panią Doktor Anną Pędziszewską przytoczyły na konferencji „Trójmiejskie lasy – rozmawiajmy o przyszłości” w gdańskiej siedzibie NOT w dniu 9 czerwca 2016 roku w wystąpieniu pt. „Co wnoszą badania nad historią lasów Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego do dyskusji nt. aktualnej gospodarki leśnej”. W sympozjum tym brali udział przedstawiciele różnych grup społecznych i zawodowych, w tym leśników. Wystarczyło być i pilnie słuchać. I dobrze zapamiętać.
  2. Przytoczona wizja nie samodzielnie płynących z Ameryki daglezji, ma być w domyśle argumentem za „nienaturalnością” pod trójmiejskich lasów. Pan nadleśniczy zdaje się zapominać bądź nie wiedzieć o tym, że o naturalności lasu nie świadczy li tylko drzewostan, a już zwłaszcza obcy geograficznie i nieodpowiedzialnie onegdaj przez leśników nasadzony. Gwoli więc przypomnienia – kluczowe dla określenia „NATURALNOŚĆ” jest SIEDLISKO – komponent gleby, skały macierzystej, flory, fauny, mikroorganizmów i mykobioty glebowej + takie „fajerwerki” jak uwarunkowania mezoklimatu i hydrologiczne, uwarunkowania biotyczne CAŁEGO ZASOBU GATUNKÓW w ujęciu historycznym i teraźniejszym, na poziomach ponapopulacyjnym, populacyjnym, mikropopulacyjnym. Jednym słowem historia, zasób i stan tego wszystkiego, co współtworzy makro-ekosystem leśny Trójmiejskiego PK. No, ale skoro żart „daglezjowy” (urzędnika w piśmie !!!) ważniejszy jest niż kwestie merytoryki, to chyba tylko ubolewać i/lub dziwić się wypada ...
  3. Pan nadleśniczy twierdzi w piśmie, iż „średni wiek tych lasów to 100 lat”. Pozostaje pogratulować nowatorstwa i poprosić o upublicznienie metodyki obliczania średniego wieku lasów. I trzymać kciuki za domknięcie puli WSZYSTKICH GATUNKÓW występujących w TPK, bo od tego takie wyliczenia trzeba zacząć. Dodać też wypada, że otrzymane wyniki będą pionierskie (bo pierwsze tego typu) w skali całego świata, a czy zgodne z tezą Pana nadleśniczego – wątpić należy. Z utęsknieniem też wyczekiwać czasu, gdy niektórzy leśnicy na eksponowanych stanowiskach przestaną mylić las z drzewostanem. I zapamiętają co poniektórzy, że 100 lat dla części gatunków drzew to nawet jeszcze nie dorosłość.
  4. Kwestie retencyjności lasów TPK są od lat szeroko dyskutowane przez grona różnych instytucji i osób, grono hydrologów z „Gdańskich Wód” nie jest jedynym. Skoro nadleśnictwo dysponuje, oprócz ogólnikowych stwierdzeń, stosowną literaturą określającą wzrost retencyjności obszarów leśnych TPK w skali dziesięcioleci, które udowadniałyby wpływ prowadzonej gospodarki leśnej na wzrost retencji tych obszarów, będę wdzięczny za ich upublicznienie. Szczególnie wdzięczny będę – z racji zainteresowań specjalistycznych - za tematyczne publikacje związane z faktem wzrostu retencji wskutek działań związanych z tworzeniem powierzchni referencyjnych, pozostawianiem w lesie większej objętości i rodzajów martwego drewna, tak na liniach spływu w strefie krawędziowej, jak i na obszarach wysoczyznowych, gdzie wątek retencji jako takiej jest szczególnie istotny. O ile takie publikacje istnieją, na co liczę.

Uwaga nieomalże osobista

Znam osobiście Osobę i dokonania Profesora Jerzego Szwagrzyka. Miałem też niewątpliwą przyjemność wysłuchać niejednego wykładu tego Naukowca na niejednym sympozjum. I podyskutować co nieco. To światła postać w zróżnicowanym gronie naukowców nauk leśnych. Które to zróżnicowanie jest analogicznie w gronach większości nauk zresztą. Fakt, że jak Pan nadleśniczy był uprzejmy to ująć „ Jerzy Szwagrzyk jest leśnikiem kształcącym kadry leśne na Wydziale Leśnym Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie” nie oznacza wcale, że podpisałby się pod pismem Nadleśnictwa Gdańsk. Pod kilkoma tezami pisma Fundacji Fidelis Siluas podpisałby się z pewnością. Z prostego powodu. To człowiek merytorycznie i socjologicznie poukładany, jak rzadko kto. Przyrodniczo także. Więc uprzejmie proszę nie nadużywać.                                                                                                           

PS. Uważam, jako w sumie dość postronny obserwator, lecz jednocześnie sympatyk pro środowiskowych i pro społecznych działań i poglądów osób tworzących Fundację Fidelis Siluas, że Pan nadleśniczy Janusz Mikoś – jako odpowiedzialny mam nadzieję urzędnik oraz osoba sygnująca podpisem przedmiotowe pismo – winien jest osobom z Fundacji przeprosiny. Zaznaczam, jako przyjaciel wielu z tych osób, że nie są to byty zbyt pamiętliwe i z pewnością zechcą twórczo współpracować nad kwestiami związanymi z ochroną TPK. Pod warunkiem jednak, że będzie to współpraca partnerska, nie zaś w wykonaniu przez PGL LP jak do tej pory, a czego przejawy niekoniecznie chlubne znajdują się w przedmiotowym analizowanym tu piśmie.

Sławomir Zieliński

Dzisiejszy poranek, 22 IV 2020 r. po godzinie 6-tej rano. Wracam samochodem z pracy, kierunek Tczew. Gdańsk-Święty Wojciech, prosta wzdłuż rzeki Raduni. To miejsce, gdzie całkiem niedawno przeprojektowano i wprowadzono w życie nowy sposób przemieszczania się samochodów. Wybranymi aspektami tych zmian były: wydzielenie BUS-pasa, zwężenie pasów do przemieszczania się pozostałych pojazdów (po jednym w kierunku Gdańska i Tczewa) oraz wyznaczenie (wymalowanie)  wąskiej około 1-metrowej wysepki na środku jezdni. Samochody o tej porze jadą do Gdańska ciągiem. Z około 70 m dostrzegam, że na owej wysepce coś siedzi, a po przejechaniu kolejnych metrów już wiem, że to kaczka krzyżówka (samiec). Nie zatrzymuje się nikt. Dość ostro hamuję (kierowca jadący za mną jest czujny), jednocześnie włączam światła awaryjne. W pierwszym odruchu chcę stanąć na "wyspie" żeby osłonić zwierzę, ale jest zbyt wąsko - utrudniałbym przejazd w obu kierunkach. Szczęśliwie dostrzegam możliwość zjazdu na pobocze nieopodal. Staję, zakładam w pośpiechu kamizelkę odblaskową. Biegnę - na ile w moim przypadku można to tak nazwać - do kaczki. Nadjeżdżający w kierunku Pruszcza autobus nawet nie zwalnia, nieomalże rozjeżdża ptaka, bo miejsca mało. Rzuconą przeze mnie odruchowo k...ą raczej się nie przejmuje i odjeżdża. Jestem już na wysepce i wiem, że kaczor został najprawdopodobniej potrącony przez samochód, szczęśliwie wstępnie nie widzę śladów krwi. Łapię ptaka konstatując "na szybko", że jeszcze ma szansę na normalne życie - chciał uciekać, skrzydła wydają się być całe. Tym razem kierowca kolejnego autobusu (chyba 50-tki) staje na wysokości zadania - przepuszcza nas na stronę Raduni. Dziękuję. Następuje najtrudniejszy w takim przypadku moment - co dalej ? Po dalszej pobieżnej autopsji (brak wyraźnych obrażeń, umiejętność utrzymania się na nogach, oszołomienie, urazy wewnętrzne ?) postanawiam pozostawić zwierzę w wygodnej trawie tuż przy Raduni. Moją decyzję wzmacnia obecność innego kaczorka (konkurencję wewnątrzgatunkową wykluczyłem), który z zaciekawieniem z około 30 metrów obserwuje sytuację. Szanse ptaka na przeżycie oszacowałbym na 50/50. Oby się udało.

Ta pewna doza optymizmu nie poprawia samopoczucia. Gdzie w tej sytuacji ludzka (kierowców) empatia ? Nie dopuszczam myśli, iż większość kierujących tej cechy nie posiada. Może więcej o tym trzeba mówić na kursach prawa jazdy ? Nie wiem. Z mojego doświadczenia wynika, że najważniejszy w takiej sytuacji jest "pierwszy moment" - widzisz nieszczęście - ZATRZYMAJ SIĘ BEZPIECZNIE, POMÓŻ. Zwierzę też człowiek, choć to stwierdzenie nienaukowe. Odjeżdżając pozostawiasz zbyt wiele marginesu na wyrzuty sumienia, autorozgrzeszanie, itp.

Po raz n-ty w życiu zadaję sobie pytanie o ludzką wrażliwość. Kiedyś o tym nawet próbowałem coś napisać (patrz poniżej). I po raz kolejny przychodzi do głowy niepoprawne (nie tylko politycznie) przemyślenie, iż nasz gatunek - abstrahując od naturalnych praw selekcji i doboru naturalnego - jednak mentalnie na nie zasługuje.

PS. jak się wydaje, poniższe dwa teksty z nie wydawanego już miesięcznika Nasze Pomorze, w kilku co najmniej aspektach, się nie zdezaktualizowały.

 

Produkcja drewna czy potrzeby lokalnej społeczności ?

Trzebież schematyczna pasowa w lesie ochronnym miasta ...

(.... tak de facto – w lesie ochronnym niewielkiej, założonej w XV wieku wsi Rotmanka, położonej pod Pruszczem Gdańskim, do której od strony zachodniej i częściowo północnej przylegają pozostałości lasów)

Motto (niekoniecznie chcę, ale nie potrafię się powstrzymać)

„(...) czynna postawa, jaka powinna cechować gospodarującego leśnika, nie pozwala na oczekiwanie łask przyrody. Rola leśnika nie może zatem ograniczać się do spokojnego odczekiwania wyników doboru naturalnego dokonującego się w toku procesu wydzielania [tj. obumierania części drzew w lesie w wyniku konkurencji/selekcji naturalnej – przyp. SZ]. Musi on wkraczać jak najwcześniej i jak najskuteczniej w przebieg tego procesu. (...) Zdanie się na los przypadku i odczekiwanie z wyborem [drzewa – przyp.SZ] do okresu późniejszego nie godzi się ze stanowiskiem postępowego leśnika (...)”

źródło: Włoczewski T., Ilmurzyński E. 1957. Hodowla lasu. PWRiL, Warszawa.

Słowniczek

trzebieże – cięcia pielęgnacyjne w drzewostanach, które przeszły już okres uprawy, polegające na usuwaniu z drzewostanu drzew gospodarczo niepożądanych

trzebieże późne – przystępuje się do nich wówczas, gdy intensywność wydzielania się drzew słabnie, a cechy produkcyjne poszczególnych osobników utrwalają się

źródło: Mała Encyklopedia Leśna 1080. Praca zbiorowa, Polskie Towarzystwo Leśne, PWN, Warszawa

Dane formalne dotyczące opisywanego tu lasu

Forma własności: las państwowy (czyli wszystkich Obywatelek i Obywateli RP)

Administrator tj. zarządca: Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe, Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Gdańsku, Nadleśnictwo Kolbudy, Leśnictwo Bąkowo

Położenie orientacyjne: Gmina Pruszcz Gdański, na Z i Pn od wsi Rotmanka, po obu stronach ul. Raciborskiego

Oddziały: 40, 41

Typ siedliskowy lasu: las mieszany świeży

Gleba: rdzawa właściwa

Siedlisko: zniekształcone

Udział gatunków lasotwórczych: sosna zwyczajna 9, brzozy 1, miejscami: klon jawor, modrzew europejski, topola osika, dęby, buk zwyczajny

Kategoria ochronności: lasy ochronne miast

Zabieg gospodarczy: trzebież późna

Temat tutaj poruszony, tj. dyskusyjność prowadzenia intensywnej gospodarki leśnej w okolicy miejsc stałego osadnictwa, nie jest tematem specyficznym dla tej akurat okolicy. W odniesieniu do wielu układów przestrzennych o charakterze sąsiedztwa (miasto/wieś – las) toczy się w Polsce od wielu już lat dyskusja nad sposobami uwzględniania w planowaniu postępowania z lasami pozaprodukcyjnych potrzeb lokalnych społeczności. Jednym z takich obszarów, gdzie wskazuje się na zbyt intensywną – zwłaszcza w ostatnich latach – gospodarkę leśną, przy braku uwzględniania ekologicznych i społecznych funkcji lasów jest Trójmiasto oraz „Małe Trójmiasto” (Rumia, Reda, Wejherowo) i Trójmiejski Park Krajobrazowy. Na tym wielkim styku względnie naturalnych ekosystemów leśnych z miejskimi, jak w soczewce widać konflikt pomiędzy funkcją stricte gospodarczą – intensywną produkcją drewna prowadzoną przez Lasy Państwowe a funkcjami ekologicznymi (wodochronna, klimatotwórcza, glebochronna, ogólnoprzyrodnicza - różnorodnościowa, inne) i społecznymi lasu (estetyczna, rekreacyjna, dydaktyczna, zdrowotnościowa, naukowa, inne). Styk nie musi być zresztą „wielki”, aby konflikt był widoczny. Także w przypadku niewielkiej Rotmanki i resztek lasu jaki przy tej wsi „pozostał”, rozbieżność celów realizacji  gospodarczych i pozagospodarczych lasu jest aż nadto wyraźny.

Generalnie, m.in. jako leśnik z wykształcenia, ale i „statystyczny” obywatel, stoję na stanowisku, że lasy przy miejscach osadnictwa nie powinny być użytkowane gospodarczo. Także las przy wsi Rotmanka, a także ta część oddziału 41 i oddział 42, które przylegają (za obwodnicą Trójmiasta) do wsi Straszyn.

Swoje poglądy w ww kwestii dane mi było poddać pewnego rodzaju syntezie i upublicznieniu przy okazji uczestniczenia w pracach do Planu Ochrony Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego, w autorskiej koncepcji tzw. Lasów Ekofunkcyjnych (zarys koncepcji patrz poniżej).

Zarys koncepcji „Lasów ekofunkcyjnych strefy krawędziowej Trójmiasta i Małego Trójmiasta”

Założenie strategiczne. Lasy przylegające od zachodu do Trójmiasta (Gdańsk, Sopot, Gdynia) oraz od zachodu i południa do tzw. „Małego Trójmiasta” (Rumia, Reda, Wejherowo), zwłaszcza zaś ich zasób porastający wschodnie i północne rubieże TPK tj. część strefy krawędziowej Wysoczyzny Pojezierza Kaszubskiego, winny pełnić wyłącznie funkcje ekologiczne i społeczne. Funkcja gospodarcza nie powinna być w nich realizowana.

Ekologiczne i społeczne funkcje lasu. Należą do nich np.:

  • funkcja ekologiczna i bioróżnorodnościowa – las nieużytkowany gospodarczo jest zdecydowanie bardziej różnorodny pod względem np. liczby gatunków; fakt ten potwierdzają liczne publikacje naukowe; ma na to wpływ m.in. możliwość bytowania zgrupowań organizmów powiązanych z martwym drewnem, które postrzegane są jako grupa najbardziej obecnie zagrożona eksterminacją w skali co najmniej Europy,
  • funkcja klimatotwórcza – lasy mają istotny wpływ na kształtowanie mezoklimatu (region) i mikroklimatów lokalnych,
  • funkcja glebochronna – w tym przeciwdziałanie erozji wodnej i innym typom erozji,
  • funkcja wodochronna – żywe drzewa, ale i w znaczącym stopniu pozostawiane w lasach tzw. martwe drewno, pełnią istotną rolę w ochronie przeciwpowodziowej (opóźnianie spływu wód, umożliwienie wsiąkania nadmiaru wód w profil glebowy, zwiększanie ogólnej retencji wody – rozkładające się drewno jako rezerwuar wilgoci),
  • wynikająca z powyższych syntetyczna funkcja przeciwdziałania zmianom klimatycznym na poziomie lokalnym (tutaj – miast i obszarów przyległych przyrodniczego wsparcia subpopulacji H. sapiens Aglomeracji Trójmiasta i „Małego” Trójmiasta),
  • funkcja ochrony środowiska, w tym ochrony zdrowia – zmniejszanie negatywnego oddziaływania powietrza, wód i gleb, w tym także np. spalin samochodowych, ograniczanie oddziaływania  hałasu,
  • funkcja dopełniająco zdrowotnościowa – pozytywny wpływ substancji wydzielanych przez drzewa i inne składowe roślinne ekosystemów leśnych na samopoczucie i zdrowie ludzi,
  • funkcja rekreacyjna i wypoczynkowa,
  • funkcja dydaktyczno-edukacyjna,
  • funkcja naukowa.

Funkcja gospodarcza lasów strefy krawędziowej Trójmiasta powinna być wygaszona, jako niemożliwa do pogodzenia z wyżej wymienionymi, ponadto jako niezgodna z oczekiwaniami znaczącej części lokalnych społeczności.

Odniesienia do obszaru. Strefa krawędziowa wysoczyzny Pojezierza Kaszubskiego nie  jest tworem definiowalnym w prosty sposób. Jej zakres przestrzenny to pochodna skomplikowanych uwarunkowań geologicznych, hydrologicznych i fizjograficznych, przekładających się wizualnie na urozmaiconą i nie prostoliniową rzeźbę terenu. W związku z tym, w przypadku potrzeby wyznaczenia takiej strefy dla realizacji koncepcji lasów ekofunkcyjnych konieczne będzie skorzystanie z wiedzy eksperckiej geomorfologów, hydrologów i fizjogeografów (których w Trójmieście i poza nim nie brakuje). Lasy porastające szeroko rozumianą strefę krawędziową pod względem formalnym należą do lasów komunalnych poszczególnych miast lub są to tzw. lasy państwowe administrowane przez PGL Lasy Państwowe.

Dopuszczalne działania gospodarcze. O charakterze zdecydowanie ekstensywnym i incydentalne. Powiązane z realizacją ekologicznych i społecznych funkcji lasu oraz – w przypadkach szczególnych – związanych z zachowaniem bezpieczeństwa ludzi. Pozostawianie ściętych drzew na miejscu, bez wywożenia z lasu.

Na początku bieżącego roku Nadleśnictwo Kolbudy wykonało silne cięcia trzebieżowe w lesie rotmańskim, a jednym z ich wizualnych efektów było znaczne prześwietlenie drzewostanu. Prace te wywołały liczne głosy oburzenia wśród lokalnej społeczności, co stanowi kolejny przyczynek do potrzeby rewizji poglądów nt. roli, jaką winny pełnić lasy przylegające do miejsc osadnictwa. W trakcie wycieczki przyrodniczej, którą przeprowadziliśmy w dniu wczorajszym, udokumentowaliśmy dalece kontrowersyjny sposób przeprowadzenia czynności gospodarczych, mianowicie tzw. trzebieży schematycznej pasowej. Sposób ten polega na prowadzeniu sztampowych cięć, którym daleko do cięć jakościowych i poszanowania różnych składowych ekosystemu leśnego, w pasach wyznaczanych „pod miarę”. W opisywanym tu przypadku co 30-70 metrów. Pasy te powstały w lesie rotmańskim wskutek w przybliżeniu prostopadłych do ściany lasu wjazdów maszyn  ścinkowych. To pojazdy o znacznych gabarytach i znacznej masie, w negatywny sposób oddziałujące m.in. na podszyt i glebę leśną, a także na gatunki, np. rzadkiego w regionie gdańskim biegacza złocistego Carabus auratus, którego obecność w lesie rotmańskim zlokalizowano (patrz foto) czy bardzo sporadycznego w okolicach Trójmiasta tycza cieślę Acanthocinus aedilis, który również w pobliżu Rotmanki występuje (patrz foto). W załączonej fotorelacji przedstawiono m.in. kilka fotografii dokumentujących schematyczne pasy trzebieżowe wykonane maszynami ścinkowymi na odcinku około 250m (ściana zachodnia lasu, kolejnościowo od obwodnicy w stronę ul. Raciborskiego).

Co o tego typu cięciach mówi literatura leśna ? Przykładowo taki oto cytat:

„(...) Ostatnio, w związku z rosnącymi trudnościami pielęgnowania młodych drzewostanów, wynikającymi ze wzrostu kosztów robocizny zarysowuje się tendencja do stosowania schematów w cięciach pielęgnacyjnych (...) Stosowanie cięć schematycznych w drzewostanach nie wyszło jeszcze ze stadium eksperymentalnego i budzi wiele zastrzeżeń (...)*”.

*źródło: Mała Encyklopedia Leśna 1080. Praca zbiorowa, Polskie Towarzystwo Leśne, PWN, Warszawa

Zapraszając do zerknięcia na fotorelację poniżej, reasumuję:

  • TAK dla doboru naturalnego
  • NIE dla działań gospodarczych w lasach przy miejscach osadnictwa
  • TAK dla wyłączności ekologicznych i prospołecznych funkcji lasów przy wsiach i miastach
  • NIE dla intensyfikacji wycinek lasów w Polsce
  • TAK dla powrotu PGL LP do sfery budżetowej

 

 

Rotmanka, 8 IV 2020 r.

tekst i fotki Sławomir Zielinski

 

Z działalności Wschodniopomorskiego Koła Terenowego Klubu Przyrodników

W dniu dzisiejszym udało się zlokalizować pierwsze stanowisko chrząszcza pachnicy dębowej Osmoderma eremita Scopoli, 1763 w Pruszczu Gdańskim. Mamy nadzieję, że stosowne władze, tj. Pan Burmistrz Pruszcza Gdańskiego i Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Gdańsku, które zostały poinformowane przed chwilą o ww fakcie, a do których kompetencji należy ochrona miejsc występowania i rozrodu tego owada, staną na wysokości zadania.

Wysłane pismo załączamy poniżej.

Szanowni Państwo
Niniejszym informuję o stwierdzeniu w dniu dzisiejszym tj. 2 kwietnia 2020 roku stanowiska występowania chrząszcza pachnicy dębowej Osmoderma eremita Scopoli, 1763 w pniu pomnikowej wierzby w Pruszczu Gdańskim. 
Pachnica dębowa jest gatunkiem o bardzo wysokim statusie ochroniarskim - zaliczana jest do tzw. reliktów lasów pierwotnych. Powiązana jest swoją ekologią obligatoryjnie ze starymi dziuplastymi drzewami. Jest to owad "naturowy" (Natura 2000), wymieniony w Konwencji Berneńskiej i Dyrektywie Siedliskowej oraz w czerwonych księgach i listach gatunków zagrożonych wyginięciem. We wszystkich krajach, w których występuje, także w Polsce, objęta jest ochroną prawną.
Wyczerpujące informacje o gatunku, w tym o jego statusie ochronnym w Europie i w Polsce, można znależć np. tutaj:
Poniżej podaję ramowe informacje dotyczące obserwacji:
data: 2 IV 2020 r.
miejsce: Pruszcz Gdański, okolica zbiegu ulicy Wojska Polskiego oraz ulicy Obrońców Pokoju, tuż przy Kanale Raduni
obserwator: niżej podpisany
gatunek owada oznaczył: jw
drzewo: wierzba, najprawdopodobniej wierzba iwa, z tabliczką "pomnik przyrody"; prawdopodobnie jest to drzewo objęte ochroną 23 III 1989 roku, obwód około 4m, wysokość około 18m, wiek szacowany - ponad 100 lat
"stan zdrowotny" drzewa: osobnik w wieku terminalnym, wewnątrzpniowa dziupla z próchnowiskiem
podstawa determinacji: fragment martwego osobnika dorosłego (fragment nogi - udo i goleń, dodatkowo - odchody larwalne)
prawdopodobieństwo, że drzewo jest nadal zasiedlone: 90-95%
najpilniejsze zalecenie ochronne: zapobiegnięcie ewentualnemu rozłamaniu pnia
prośba: w razie jakichkolwiek planowanych decyzji/działań/zaniechań bardzo proszę o kontakt, doradzę, pomogę podjąć właściwą decyzję
z poważaniem
dr inż. nauk leśnych Sławomir Zieliński
Wschodniopomorskie Koło Terenowe Klubu Przyrodników
dane kontaktowe na www.mikrobiotop.pl zakładka KONTAKT
Cieszy szybka odpowiedź UM w Pruszczu Gdańskim i fakt, że już od 1 roku sprawa jest znana, a "ręka trzymana na pulsie". Poniżej odpowiedź.

Kochane/Kochani

Poniżej galeria zdjęć z demonstracji przeciwko projektowi i dalszemu procedowaniu specustawy zwanej lex-Ardanowski, która to demonstracja odbyła się w dniu 14 stycznia 2020 r. w Gdańsku pod Neptunem, a której organizatorem był Trójmiejski Ruch Antyłowiecki. W wydarzeniu wzięło udział kilkadziesiąt osób + przystający przechodnie. Oprawa pikiety była bogata i pomysłowa - postery (na ogrodzeniu Neptuna), sprawna relacja Prowadzącego, inscenizacja pokotu, głos Ekolożki kręgowców, liczne plakaty i hasła, Zwierzęta. Z haseł, które udało się zapamiętać: do Polek i Polaków - Las dla wszystkich nie dla kasty, do pożal się Stwórco ministra rolnictwa - Ardanowski musi odejść, do myśliwych - Zamień farbę na Vibovit, itp. Zachęcam Wszystkich do protestowania przeciwko ZŁEMU PRAWU !!! Ww projekt ogranicza swobody obywatelskie na rzecz uprawiania hobby myśliwsko-leśnej kasty pod pozorami "walki" z afrykańskim pomorem świń (ASF). Stawia zabójców zwierząt przed ich obrońcami. Nasila prawdopodobieństwo zepchnięcia populacji dzika - poprzez zmasowany odstrzał - na skraj przetrwania. To się musi zmienić, jednak samo się nie zrobi. Jeśli nie chcesz iść do więzienia za spacer z psem, jazdę na rowerze, bieganie, spacer bez psa, fotografowanie przyrody, badania naukowe, leśną edukację, jeśli kochasz dziki np. za ich inteligencję, rolę jaką pełnią w ekosystemach leśnych i nie tylko, ocknij się i protestuj, bo o ile to prawo przejdzie, to od widzi-mi-się myśliwego będzie zależał nie tylko dzika, ale i Twój los.

zdjęcia: Iwona Zielińska, Marcin S. Wilga oraz przemiła Pani, która była uprzejma "cyknąć" naszą "podgrupę" (pod auspicjami nas samych - tj. sympatyków i członków Wschodniopomorskiego Koła Terenowego Klubu Przyrodników).

Pozdrawiamy serdecznie Wszystkie Uczestniczki i Uczestników Wydarzenia !!!

Marcin S. Wilga

Dywagacje przy śniadaniu o lesie

W „Leśnym Przewodniku Turystycznym”, wydanym na zlecenie korporacji Lasy Państwowe, jest podana interesująca informacja: „W czasie minionych lat przyroda Borów Tucholskich podlegała silnym wpływom nieracjonalnej gospodarki człowieka. Rezultatem tego są dominujące dziś drzewostany sosnowe podatne na szkody ze strony owadów, choroby grzybowe i pożary” (Praca zbiorowa, Bedoń 2002).

Nie napisano wprost, że to dzieło leśników, dawnych gospodarzy tego kompleksu leśnego.

Wypisz-wymaluj sytuacja w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym (TPK). Tu też dominuje sosna zwyczajna (Pinus sylvestris), choć naturalne siedliska preferują drzewostany liściaste, m.in. buka zwyczajnego (Fagus sylvatica), graba zwyczajnego (Carpinus betulus) oraz oba rodzime gatunki dębów – szypułkowy (Quercus robur) i bezszypułkowy (Q. petraea). A więc leśnicy i tu popełnili błąd. Upadł zatem mit o ich nieomylności, o co tak bardzo zabiegają w swojej propagandzie, skierowanej do lokalnego społeczeństwa.

Warto postawić pytanie, czy obecna gospodarka w TPK prowadzona jest racjonalnie, zgodnie z najnowszymi światowymi trendami, tj. uwzględniając ochronę krajobrazu, siedlisk, ekosystemów i bioróżnorodności ? Na to pytanie powinien odpowiedzieć każdy mieszkaniec Trójmiasta, który odwiedził tutejsze lasy. Biorąc pod uwagę liczne głosy internautów, którzy zauważyli (ich zdaniem) wadliwą gospodarkę, odpowiedź może być jedna: w lasach TPK prowadzona jest antyekologiczna gospodarka leśna, nastawiona wyłącznie na zysk ekonomiczny, a nie na ochronę lasów. Przed takim kontrowersyjnym sposobem gospodarowania ostrzegał w swojej książce pt. „Grzyby leśne na tle środowiska” prof. Henryk Orłoś: „Człowiek szukający wszędzie korzyści jest niebezpiecznym wrogiem lasu” (Wyd. PWRiL, Warszawa 1966); warto dodać, że był on leśnikiem i mykologiem. O antyekologicznej gospodarce leśnej w TPK pisze dr hab. Maciej Przewoźniak w swojej książce pt. „Ochrona przyrody i krajobrazu Kaszub. Studium krytyczne z autopsji”, Bogucki Wyd. Naukowe, Gdańsk-Poznań 2017. Konkludując: wierzę opinii niezależnych specjalistów, a nie leśnikom z Nadleśnictwa Gdańsk, którzy kilkakrotnie skompromitowali się w mediach.

Jak będzie wyglądał NASZ LAS, czy będą to trywialne uprawy leśne, mało zróżnicowane wiekowo, biotopy pozbawione starodrzewów, czy też obszar obfitujący w naturalne ekosystemy – zależy to od nas, społeczeństwa Trójmiasta.

Borsuk

Marcin S. Wilga

PORANNE ROZMYŚLANIA O POLOWANIACH

Zwierzęta nie mają rozumu, lecz tylko człowiek może być głupcem.

Prof. T. Kotarbiński

Kiedyś w dolinie Samborowo zauważyłem pasącą się sarnę, która spostrzegła mnie. Ale nadal pasła się spokojnie. Zwykle zwierzęta te w popłochu uciekają na widok Homo sapiens. Powodem takiej reakcji większości populacji owych zwierząt były odwieczne prześladowania ze strony człowieka. W pierwszej kolejności polegało to na  wydawaniu wyroków śmierci – czyli prakty­kowane myślistwo, z drugiej – na niszczeniu ich naturalnego środowiska, co jest wynikiem stoso­wanej od dawna eksploatatorskiej gospodarki leśnej. Las przestał być bezpiecznym „domem” dla jego mieszkańców. W efekcie wytworzyła się nowa rasa saren, typowo polna, egzystująca wyłącznie w środowisku nieleśnym. Wracając do mojej napotkanej sarny – jej reakcja była dowodem, że zwierzęta myślą i potrafią reagować zależnie od panującej sytuacji. Co więcej – potrafią też bawić się, zwłaszcza w okresie juwenilnym, i mogą być przerażone (to moje obserwacje). Wykazują więc cechy przypisywane powszechnie wyłącznie ludziom.

Stado jeleni szlachetnych Cervus elaphus elaphus; samce (byki) posiadają na głowie poroże zwane też wieńcem

Fot. Borsuk

Tymczasem grono myśliwych i część leśników (obie te profesje często są tożsame) uważają polowania za „męski sport”, a wspomniane zwierzęta oraz jelenie  traktują jako „szkod­niki upraw leśnych”. Bo najważniejsza jest dobra zabawa i kasa. Teriolodzy (mammolodzy – badacze ssaków) od dawna tłumaczą jaką ważną rolę w środowisku lasu pełnią owe zwierzęta. Ubolewają, że zostały wytrzebione drapieżniki, regulujące wielkość populacji owej teriofauny, eliminujące osobniki chore, upośledzone (moim zdaniem natura ma prawo do samoregulacji). Natomiast łupem myśliwych padają sztuki najokazalsze, stanowiące ich trofea; z przykrością oglądam poroża jeleni, eksponowane przez ich zabójców. Bo jak nazwać osoby wyposażone w nowoczesną broń palną z układem optycznym, które z dużej odległości potrafią zabić zwierzę. Użyłem terminu „potrafią”, bowiem sam byłem świadkiem jak postrzelony dzik uciekł swojemu prześ­ladowcy i w końcu zdechł; nie spotkała go zatem śmierć gwałtowna, pozbawiona cierpienia. Odnalazłem go po krwawym śladzie pozostawionym na łące. Fakt znalezienia martwego dzika został zgłoszony lokalnym władzom leśnym. I nic – brak reakcji. Dopiero zareagowano kiedy w lokalnej prasie pojawiła się informacja o cuchnącym dziku na terenie ochronnym ujęcia wody, tuż obok szlaku turystycznego. Wówczas ciało padłego zwierzęcia zakopano na owym terenie, niedaleko tablicy informującej o zakazie grzebania padliny (sic?!).

Jako przyrodnik-amator często zapuszczam się w odległe zakątki lasu o różnych porach dnia. Dzięki temu zdobywam wiedzę z autopsji o zachowaniu leśnej fauny. Dotyczy to zarówno bezkręgowców, jak i wyżej zorganizowanych gatunków stadnych. Kilkakrotnie znalazłem się przypadkowo na obszarze polowań i „kule gwizdały mi nad głową”. Z pośpiechem opuszczałem taki zagrożony rejon. Zdałem sobie sprawę jak niebezpiecznym procederem jest uprawianie polowań na obszarze przymiejskich lub zgoła miejskich lasów, często odwiedzanych przez mieszkańców pobliskich miast. Praktyka pokazała, że zapewnienia ze strony polujących osób o bez­pieczeństwie turystów w trakcie planowanych odstrzałów zwierząt należy traktować jako mało wiarygodne (znam te zagadnienia z autopsji). Dlatego ze zrozumieniem i pełną akceptacją przyjąłem propozycję dr inż. Jacka Karnowskiego, prezydenta Sopotu, o nie powoływaniu na  terenie leśnym, leżącym w granicach administracyjnych tego miasta, obwodu łowieckiego. Jest to postulat wart masowego poparcia, uwzględniający pełne bezpieczeństwo turystów, zgodny z najnowszymi osiągnięciami nauki w zakresie ekologii lasu. Lasu naturalnego, a nie upraw leś­nych, podporządkowanych woli lokalnych gospodarzy, nastawionych wyłącznie na efekty ekono­miczne.

Uważam myślistwo za działalność anachroniczną i nieetyczną. Przy czym biorę pod uwagę etykę będąca, niestety, w sprzeczności z tą oficjalnie głoszoną przez polskich hierarchów koś­cielnych. Profesor Tadeusz Kotarbiński w jednej ze swoich rozpraw filozoficznych, w części poświeconej łowiectwu, zarzucił tej działalności brak etyki. Stwierdził, że polowaniom towa­rzyszy cierpienie, bo nie każde postrzelone zwierzę ginie śmiercią gwałtowną – część z nich ginie w męczarniach. Tymczasem owi myśliwi mają swojego patrona – świętego Huberta, uznawanego przez Kościół Katolicki. Ciekawe, że został on uznany za świętego kiedy porzucił myślistwo.

Podobno każdy człowiek posiada „gen myśliwego”. Ale wyruszając na „łowy” można zamiast sztucera tudzież dubeltówki mieć ze sobą kamerę i aparat fotograficzny. Tak czynią miłośnicy natury, osoby wrażliwe na piękno przyrody, nie ingerujące w życie innych stworzeń, doceniające wartość intelektualną i psychologiczną, płynących z bezkrwawych kontaktów z naturą.

Kiedy w Sali Herbowej Urzędu Marszałkowskiego grono doradców Sejmiku Wojewódz­twa Pomorskiego (czytaj myśliwych) jednogłośnie odrzuciło postulat prezydenta Sopotu, poczu­łem się jakbym przebywał w średnio­wieczu. Nikt z owego grona nie przyjął do wiadomości, że są inne bardziej humanitarne i realne sposoby zmniejszenia liczebności dzików bytujących w sopockim lesie. Jedynym panaceum na nadmierny przyrost populacji ma być odstrzał tych zwierząt – i basta! Ze smutkiem i niedowie­rzaniem opuszczałem Salę Herbową. Konkluzja – wiek XXI to dynamiczny rozwój techniki, zaś etyka, empatia, ekologia, ochrona natury inaczej sozologia pozostały gdzieś w minionych czasach. Dobrze, że nie kultywuje się palenia czarownic.

P.S. Laureaci Nagrody Nobla podzielający poglądy Kościoła, a więc i pełną aprobatę myślistwa, stanowią zaledwie ok. 3%.

 

Borsuk, 11 stycznia 2020 r.

Maciej Przewoźniak, Jarosław T. Czochański. 2020. Przyrodnicze podstawy gospodarki przestrzennej. Ujęcie proekologiczne. Bogucki Wydawnictwo Naukowe, Gdańsk-Poznań, 416 stron, format A4, 104 barwne rysunki i 90 fotografii.
Dwa słowa o autorach: dr hab. Maciek i Prof. dr hab. Jarek to wybitni naukowcy i praktycy, byty niezależne, nie wahające się pisać o sprawach trudnych i wprost. Ich rysy charakterologiczne oraz godna podziwu pracowitość zaowocowały "produkcją" niebanalną, która oprócz oczywistych zalet poznawczych i dydaktycznych jest swoistą relacją stanu przestrzeni Polski, jej krajobrazów, środowiska i przyrody, w skali "tu i teraz", tj. czasu przełomu wieków. Zaleta dokumentacyjna wraz z kontekstem historycznym tej relacji dla przyszłych pokoleń (o ile nastąpią) jest nie do przecenienia.
W moim odczuciu książka napisana jest w sposób nowatorski, cechuje ją wysoki poziom merytoryczny i edytorski. Autorzy umiejętnie łączą przesłanie edukacyjnego akademizmu (uporządkowanie treści, ich dobór, oprawa graficzna, itd.) z niezależnym spojrzeniem na wiele spraw, o części których w ogóle się w tego typu opracowaniach nie wzmiankuje, z wiadomych względów. Na choćby jedno zdanie komentarza zasługuje też okładka - jest ona graficznie zaskakująca (patrz poniżej), nieomalże w stylu para-komiksu; dawno nie widziałem czegoś tak schludnego, stanowiącego świetnie dobrane tło dla tytułu i nazwisk Autorów, ponadto nieco merytorycznie zagadkowego i ascetycznego.
Cieszę się, że mogłem dołożyć swoją skrupulatnie konstruowaną przez wiele dni i nocy cegiełkę do tego dzieła. Ponadto doświadczam satysfakcji, iż dane mi jest w moim życiu zawodowym od lat współpracować w ramach różnych projektów z Kolegami, Nieprzeciętnymi Geografami. W jakiś symboliczny sposób zwracam w ten sposób zaciągnięty względem tej dyscypliny "dług wdzięczności" z dawnych czasów, kiedy to w klasie maturalnej w ostatniej chwili zmieniłem przedmiot maturalny z geografii na biologię. Czy stało się dobrze, nie wiem. Fakty są takie, że obie te nauki po dziś dzień uwielbiam i cały ponadto dumny jestem z faktu, że jeden z moim Synów Mateusz wybrał geografię właśnie (bez żadnych moich sugestii) na przedmiot swoich studiów na Uniwersytecie Gdańskim (drugi zaś Leszek całkiem pilnie zgłębia entomologię).
Książka już jest dostępna na https://ksiegarnia.bogucki.com.pl/ cena 67zł.
Miłej i twórczej lektury życzę. Warto.

Szanowni Państwo

Pragnę poinformować, że po około 20 latach prowadzenia zajęć z entomologii i ochrony przyrody w ramach Nadmorskich Warsztatów Przyrodniczych zakończyłem u schyłku ubiegłego roku współpracę z ich właścicielem firmą Via Mercatorum. Tym samym oraz w związku z faktem, iż nie rezygnuję z indywidualnego prowadzenia tych zajęć (w ramach planowanej reaktywacji MIKROBIOTOP) w Kątach Rybackich (Ośrodek Relax) i Stegnie (Ośrodki Syrenka, Baltica, Amberpol) informuję, że można zgłaszać akces współpracy albo poprzez kontakt z Właścicielami ww ośrodków (Tomasz Terendy, Arkadiusz Wawrzyniak, Allan Wawrzyniak, Artur Wawrzyniak) albo bezpośrednio do mnie - telefonicznie lub pocztą elektroniczną (patrz zakładka KONTAKT). Stawki za zajęcia będą niewygórowane i niezależne od liczby uczestników. Ponadto przypominam, że oprócz ww dyscyplin prowadzę także inne tematycznie zajęcia (oferta wkrótce na stronie), w tym np. ponoć całkiem do rzeczy 🙂 "Życie na brzegu morza".

Jednocześnie zwracam Państwa uwagę, że materiały o moich zajęciach na stronie warsztatyprzyrodnicze.pl/zajecia.php są nieaktualne, gdyż odnoszą się do lat minionych.

Do zobaczenia !!!

Ampedus elegantulus, Gdańsk-Matarnia, 2017, fot. SZ