Przeskocz do treści

Czyżby Pan nadleśniczy się pogubił ?

Czyżby Pan nadleśniczy się pogubił ?

Jako sympatyk wszelkiej aktywności, która stawia sobie za cel wzrost znaczenia ekologicznych i społecznych funkcji lasów, m.in. lasów w sąsiedztwie miast, stałem się mimowolnym świadkiem korespondencyjnej wymiany poglądów i „uprzejmości” między zaangażowaną w ochronę Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego (TPK) Fundacją Fidelis Siluas a RDLP w Gdańsku/Nadleśnictwem Gdańsk. Organizację społeczną reprezentował  społecznik Brunon Wołosz (do wiadomości e-maila z pismem Nadleśnictwa Gdańsk otrzymali: Marcin S. Wilga, Michał Kochańczyk, Michał Rybicki, niżej podpisany), instytucję Państwowe Gospodarstwo Leśne  Lasy Państwowe  – nadleśniczy Nadleśnictwa Gdańsk Pan Janusz Mikoś.

Pisma źródłowe znajdują się na profilu FB Fundacji Fidelis Siluas.

I o ile w przypadku lektury pisma Fundacji nieco tylko zdziwiła mnie pewna doza zawartych w nim emocji, gdyż emocje już od czasów Szafera, Wodziczki i innych wybitnych  przyrodników kształtowały ochronę przyrody, o tyle w przypadku pisemnej odpowiedzi urzędnika lasów państwowych, gdzie emocje zdominowały jej tryb i zawartość mam nieomalże pewność, że Pan nadleśniczy się pogubił. Oto dlaczego tak sądzę.

Kwestie interakcji międzyludzkich

  1. Nadleśniczy jest urzędnikiem. Dobra państwowego, ogólnospołecznego tj. lasów i gruntów nieleśnych. Jednym z obowiązków administracyjnych takich osób jest kulturalny i twórczy dialog z różnymi grupami interesariuszy/właścicieli tego dobra, nie zaś eskalowanie konfliktów.
  2. Jednym z przejawów takiej eskalacji stało się nazwanie Fundacji mianem „organizacji kanapowej”. Patrząc od strony jakościowej - to podyktowany nieuzasadnionymi emocjami grubiański nietakt. Liderami ww NGO-su są uznane w Polsce autorytety w zakresie takich nauk/zajęć jak mykologia, nauki o ziemi, ekonomia, podróże, fotografia przyrodnicza, fotografia społeczna, odkrycia gatunków nowych dla nauki i obszarów dotąd nie eksplorowanych przez ludzi, wspinaczka wysokogórska. To terenowcy, w życiu których meble (niekoniecznie drewniane) stanowią ważny składnik na tyle, na ile mieszczą obszerne księgozbiory, fototeki, itd. Są to osoby od kilkudziesięcioleci zaangażowane w ochronę m.in. Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego, których dokonań (vide np. rejon Doliny Radości czy Doliny Samborowo) Pan nadleśniczy może tylko, najlepiej gdzieś na osobności, pozazdrościć. A w miarę możliwości się wzorować, jako przykładowo niżej podpisany czyni. Co do zarzutu „meblowego” od strony kwestii ilościowych – blisko 6 tysięcy polubień Fidelis Siluas na FB to zasób z pewnością nie mieszczący się na przewidzianych do użycia kanapach w wyartykułowanym przez Pana nadleśniczego sloganie. Nawiasem mówiąc liczba polubień profilu Nadleśnictwa Gdańsk tj. niespełna 17 tysięcy nie robi piorunującego wrażenia, biorąc pod uwagę kwestie czasowe i zasięg oddziaływania.
  3. Urzędnikowi ze stopniem naukowym, a taki Pan nadleśniczy posiada, zwłaszcza piastującemu tak eksponowane, świetnie opłacane (z pieniędzy państwowych) i predystynowane do dialogu społecznego stanowisko, z definicji nie wypada „wytykanie palcem” braku wykształcenia adwersarzom. Kimkolwiek by nie byli i jakimi emocjami dla dobra przyrody by się nie kierowali. To dowód na brak kompetencji i umiejętności negocjacji, o elementarnej kulturze nie wspominając.
  4. Z powyższego wynika, że Pan nadleśniczy nijak – przynajmniej w tej sprawie – nie realizuje wytycznej tematycznego dla terenu TPK Planu Urządzania Lasu (PUL), na którą sam się zresztą w piśmie powołuje, iż „funkcja społeczna jest dominująca”. Pozostać w nadziei wypada, że to tylko chwilowe, nie długofalowe niedociągnięcie.

Merytoryka nauk leśnych i pokrewnych

  1. W kwestii rzekomego braku naturalności lasów pod trójmiejskich, powoływanie się na prace Pani Profesor Małgorzaty Latałowej, budzić może co najmniej zdziwienie. Zwłaszcza w kontekście faktów i wyników badań, które Pani Profesor wspólnie z Panią Doktor Anną Pędziszewską przytoczyły na konferencji „Trójmiejskie lasy – rozmawiajmy o przyszłości” w gdańskiej siedzibie NOT w dniu 9 czerwca 2016 roku w wystąpieniu pt. „Co wnoszą badania nad historią lasów Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego do dyskusji nt. aktualnej gospodarki leśnej”. W sympozjum tym brali udział przedstawiciele różnych grup społecznych i zawodowych, w tym leśników. Wystarczyło być i pilnie słuchać. I dobrze zapamiętać.
  2. Przytoczona wizja nie samodzielnie płynących z Ameryki daglezji, ma być w domyśle argumentem za „nienaturalnością” pod trójmiejskich lasów. Pan nadleśniczy zdaje się zapominać bądź nie wiedzieć o tym, że o naturalności lasu nie świadczy li tylko drzewostan, a już zwłaszcza obcy geograficznie i nieodpowiedzialnie onegdaj przez leśników nasadzony. Gwoli więc przypomnienia – kluczowe dla określenia „NATURALNOŚĆ” jest SIEDLISKO – komponent gleby, skały macierzystej, flory, fauny, mikroorganizmów i mykobioty glebowej + takie „fajerwerki” jak uwarunkowania mezoklimatu i hydrologiczne, uwarunkowania biotyczne CAŁEGO ZASOBU GATUNKÓW w ujęciu historycznym i teraźniejszym, na poziomach ponapopulacyjnym, populacyjnym, mikropopulacyjnym. Jednym słowem historia, zasób i stan tego wszystkiego, co współtworzy makro-ekosystem leśny Trójmiejskiego PK. No, ale skoro żart „daglezjowy” (urzędnika w piśmie !!!) ważniejszy jest niż kwestie merytoryki, to chyba tylko ubolewać i/lub dziwić się wypada ...
  3. Pan nadleśniczy twierdzi w piśmie, iż „średni wiek tych lasów to 100 lat”. Pozostaje pogratulować nowatorstwa i poprosić o upublicznienie metodyki obliczania średniego wieku lasów. I trzymać kciuki za domknięcie puli WSZYSTKICH GATUNKÓW występujących w TPK, bo od tego takie wyliczenia trzeba zacząć. Dodać też wypada, że otrzymane wyniki będą pionierskie (bo pierwsze tego typu) w skali całego świata, a czy zgodne z tezą Pana nadleśniczego – wątpić należy. Z utęsknieniem też wyczekiwać czasu, gdy niektórzy leśnicy na eksponowanych stanowiskach przestaną mylić las z drzewostanem. I zapamiętają co poniektórzy, że 100 lat dla części gatunków drzew to nawet jeszcze nie dorosłość.
  4. Kwestie retencyjności lasów TPK są od lat szeroko dyskutowane przez grona różnych instytucji i osób, grono hydrologów z „Gdańskich Wód” nie jest jedynym. Skoro nadleśnictwo dysponuje, oprócz ogólnikowych stwierdzeń, stosowną literaturą określającą wzrost retencyjności obszarów leśnych TPK w skali dziesięcioleci, które udowadniałyby wpływ prowadzonej gospodarki leśnej na wzrost retencji tych obszarów, będę wdzięczny za ich upublicznienie. Szczególnie wdzięczny będę – z racji zainteresowań specjalistycznych - za tematyczne publikacje związane z faktem wzrostu retencji wskutek działań związanych z tworzeniem powierzchni referencyjnych, pozostawianiem w lesie większej objętości i rodzajów martwego drewna, tak na liniach spływu w strefie krawędziowej, jak i na obszarach wysoczyznowych, gdzie wątek retencji jako takiej jest szczególnie istotny. O ile takie publikacje istnieją, na co liczę.

Uwaga nieomalże osobista

Znam osobiście Osobę i dokonania Profesora Jerzego Szwagrzyka. Miałem też niewątpliwą przyjemność wysłuchać niejednego wykładu tego Naukowca na niejednym sympozjum. I podyskutować co nieco. To światła postać w zróżnicowanym gronie naukowców nauk leśnych. Które to zróżnicowanie jest analogicznie w gronach większości nauk zresztą. Fakt, że jak Pan nadleśniczy był uprzejmy to ująć „ Jerzy Szwagrzyk jest leśnikiem kształcącym kadry leśne na Wydziale Leśnym Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie” nie oznacza wcale, że podpisałby się pod pismem Nadleśnictwa Gdańsk. Pod kilkoma tezami pisma Fundacji Fidelis Siluas podpisałby się z pewnością. Z prostego powodu. To człowiek merytorycznie i socjologicznie poukładany, jak rzadko kto. Przyrodniczo także. Więc uprzejmie proszę nie nadużywać.                                                                                                           

PS. Uważam, jako w sumie dość postronny obserwator, lecz jednocześnie sympatyk pro środowiskowych i pro społecznych działań i poglądów osób tworzących Fundację Fidelis Siluas, że Pan nadleśniczy Janusz Mikoś – jako odpowiedzialny mam nadzieję urzędnik oraz osoba sygnująca podpisem przedmiotowe pismo – winien jest osobom z Fundacji przeprosiny. Zaznaczam, jako przyjaciel wielu z tych osób, że nie są to byty zbyt pamiętliwe i z pewnością zechcą twórczo współpracować nad kwestiami związanymi z ochroną TPK. Pod warunkiem jednak, że będzie to współpraca partnerska, nie zaś w wykonaniu przez PGL LP jak do tej pory, a czego przejawy niekoniecznie chlubne znajdują się w przedmiotowym analizowanym tu piśmie.

Sławomir Zieliński