Przeskocz do treści

Szajs-bumażka nie tylko dla króla

Z cyklu: Z życia prosto wzięte

Marcin S. Wilga

Powyższy neologizm (zlepek dwóch terminów) to inna dowcipna nazwa papieru toaletowego, wynalezionego w starożytnych Chinach. Otóż nabyłem zestaw kilku rolek tego produktu metodą kupna. Była to zwykła transakcja: ja wręczyłem należną kwotę pieniędzy, a ekspedientka wydała mi kwit kasowy. Przyglądając się nabytemu towarowi zauważyłem nowinkę techniczną. Po pierwsze: zamiast tradycyjnego zmarszczenia zastosowano tu liczne wypukłości w kształcie drobnych kwadracików. Po drugie: szerokość nowej rolki była nieco mniejsza w stosunku do tzw. produktu tradycyjnego. Czyżby badania naukowe oparte o ergo­nomię wykazały, że ów nowy rozmiar rolki jest „kompatybilny” z tą właściwą ważną częścią ludzkiego ciała… Tymczasem nawet pobieżne obserwacje ziomków wskazują, że ich „cztery litery”, czyli sempiterna, zwłaszcza u niewiast, jest jakby obfitsza. Nieuchronnie zaczynamy przypominać opasłych Amerykanów. To następstwo złego odżywiania się i małego ruchu – tak twierdzą naukowcy. A zatem zabieg zwężenia rolki miał przynieść dodatkowy zysk dla producenta (mamy tu prosty przykład funkcjonowania kapitalizmu).

Przed laty, w czasach tzw. PRL, zakup tego cennego papieru był czymś nadzwy­czajnym. Ciotka opowiadała mi o przypadkach jak dowiadywała się o dostawie tego artykułu do sklepu. Wówczas zwalniała się u kierownika i biegła z nadzieją zakupu. Wracała do pracy, niosąc kilkanaście rolek nanizanych niczym drogocenne korale na wcześniej przygotowany sznurek. Przebywający w Polsce zachodni cudzoziemcy robili zdjęcia osobnikom „ozdo­bionym” w tak wyeksponowany produkt, niezbędny do normalnego funkcjonowania.

Basia, teściowa mojej Siostry, z kolei przywoziła dla rodziny ten drogocenny towar z Torunia, w którym prowadziła na tamtejszym Uniwersytecie im. M. Kopernika zajęcia z malarstwa.

W 1989 r. wracałem z wycieczki po Wilnie. Musiałem skorzystać z tamtejszej dworcowej toalety. Przed budynkiem siedziała pracownica, która każdemu idącemu „za potrzebą” wręczała odcinek papieru toaletowego w kolorze ciemno-liliowym. Długość tego papieru odmierzała przy pomocy listewki mniej więcej długości 15 cm. Ciekawe na jakiej podstawie przyjęto ów rozmiar. A może w Sevre pod Paryżem znajduje się stosowny wzorzec – pomyślałem. W środku pomieszczenia napotkałem stanowisko wyposażone w tzw. przed­wojenną swojską „nastupajkę”[1]. Cóż – podróże kształcą.

Znajomy Ojca opowiadał o podróży po Hiszpanii. Były to lata 80. XX w. Otóż musiał skorzystać z toalety. Bezskutecznie poszukiwał mechanizmu spustowego do spłukiwania muszli. Bezradny w końcu opuścił kabinę. W momencie otwarcia drzwi nastąpiło opróżnienie zawartości muszli. Jak widać, i u mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego szwankuje dyscyplina i osobista kultura, po to zainstalowano ten automat.

Właśnie opuściłem ten niebłahy przybytek, stąd niniejsza tematyka. I jeszcze jedna refleksja. Otóż Czesi odwiedzają zachodek, a my wychodek. Jesteśmy mimo wszystko większymi optymistami, bo my cało i szczęśliwie opuszczamy ten przybytek wychodząc, a Czesi tam zachodzą, ale nie wiadomo, czy z powodzeniem go opuszczają.

P.S.1 Leśnicy twierdzą, że dzięki nim mamy papier toaletowy. Tymczasem produkt ten jest wytwarzany w większości z makulatury.

P.S.2. Kiedy rozpoczynałem przed laty studia na Politechnice Gdańskiej, opiekunka roku poinformowała studentów jak należy korzystać z tutejszych toalet.

P.S.3. W latach 70.XX w. odwiedziłem na Podlasiu gospodarstwo, gdzie nie było toalety. Tradycyjnie przez okrągły rok „chodziło się za potrzebą w krzaki”.

P.S.4. Przeciwnicy tzw. ekologów proponowali im, aby podcierali się kamieniem (?!). Może wypróbowali to na sobie?

(Borsuk)


[1] Nastupajka to ceramiczna toaleta z wyeksponowaniem miejsca, gdzie należy postawić stopy

/////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

PS. - od S. Zielińskiego

Jako odwieczny zarządca tej strony 🙂 pozwoliłem sobie [bez wiedzy Szanownego Autora powyższego toaletowego 🙂 felietonu] zilustrować Jego tekst jak poniżej.

Zdjęcie wykonałem w dniu 27 V 2020r. podczas prac terenowych z zakresu owadologii do projektu Planu ochrony Nadmorskiego Parku Krajobrazowego (okolice słynnych Chałup).

Co do meritum zawartości tej fotki zdania są podzielone: ambona myśliwska lub miejsce obserwacji przyrody.... W obu tych przypadkach (abstrahując od sku.......twa tego pierwszego), coś tu chyba jednak nie zagrało.... Park Krajobrazowy? Aha.....

Nieprawdaż?